TA STRONA UŻYWA COOKIES...


Korzystanie z witryny bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Twoim systemie.
Więcej informacji w naszej "polityce prywatności"
  • labelworld
  • dizajn
  • wnętrza
  • architektura
  • sztuka
  • moda
  • wywiad
  • lifestyle
  • wydarzenia

NAJNOWSZE

  • LABEL mag #25

    LABEL mag #25

  • Stylowa Polska w najnowszym albumie &Living!

    Stylowa Polska w najnowszym albumie &Living!

  • Nowa kolekcja IKEA pełna wzorów

    Nowa kolekcja IKEA pełna wzorów

  • Kwitnący dizajn

    Kwitnący dizajn

  • Królowa oplątw – wywiad z Aleksandrą Pociej z Project Cube

    Królowa oplątw – wywiad z Aleksandrą Pociej z Project Cube

NAJNOWSZE

  • Tampony zamienione w kompost

    Tampony zamienione w kompost

  • Ponadczasowe krzesło studentki Akademii Sztuk Pięknych

    Ponadczasowe krzesło studentki Akademii Sztuk Pięknych

  • Wino z książką

    Wino z książką

  • Zestaw do czytania

    Zestaw do czytania

  • Torebki od Zaha Hadid Design

    Torebki od Zaha Hadid Design

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

  • Malowniczy domek na Ibizie

    Malowniczy domek na Ibizie

  • Krakowski apartament w dawnym klasztorze

    Krakowski apartament w dawnym klasztorze

  • Dom w Rambouillet

    Dom w Rambouillet

  • Minimalistyczny warzywniak

    Minimalistyczny warzywniak

  • Na malowniczym poddaszu

    Na malowniczym poddaszu

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

  • Sklep Apple z MacBookiem na dachu

    Sklep Apple z MacBookiem na dachu

  • Zielone miasto

    Zielone miasto

  • W Chorzowie powstanie kolorowy skwer

    W Chorzowie powstanie kolorowy skwer

  • Z widokiem na austriackie góry

    Z widokiem na austriackie góry

  • Już dziś otwarcie bulwarów wiślanych

    Już dziś otwarcie bulwarów wiślanych

NAJNOWSZE

  • Wiemy, kim jest Banksy?

    Wiemy, kim jest Banksy?

  • Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

    Wszystkie drogi prowadzą do Rzymu

  • Rekordowa kwota za obraz Matejki

    Rekordowa kwota za obraz Matejki

  • Praca Banksy’ego za darmo

    Praca Banksy’ego za darmo

  • Tu znajdziesz AZYL! Defabryka zaprasza

    Tu znajdziesz AZYL! Defabryka zaprasza

NAJNOWSZE

  • Spinacz od Prady

    Spinacz od Prady

  • Torebki od Zaha Hadid Design

    Torebki od Zaha Hadid Design

  • Kraków będzie miał swoją kratkę

    Kraków będzie miał swoją kratkę

  • W La Muralla Roja

    W La Muralla Roja

  • Będzie polska wersja „Vogue”?

    Będzie polska wersja „Vogue”?

NAJNOWSZE

  • Leginsy, które sprawdzą czy dobrze ćwiczysz

    Leginsy, które sprawdzą czy dobrze ćwiczysz

  • Słomka i lakier, które pomogą wykryć tabletkę gwałtu

    Słomka i lakier, które pomogą wykryć tabletkę gwałtu

  • Mea Vulva: o najnowszej wystawie rozmawiamy z Beatą Konarską

    Mea Vulva: o najnowszej wystawie rozmawiamy z Beatą Konarską

  • Designerska zastawa na pokładzie samolotów

    Designerska zastawa na pokładzie samolotów

  • Na własnych zasadach

    Na własnych zasadach

NAJNOWSZE

  • Van Gogh reklamuje pastę do butów

    Van Gogh reklamuje pastę do butów

  • Wino z książką

    Wino z książką

  • Warszawski Bazar Miejski – czyli raj dla miłośników vintage

    Warszawski Bazar Miejski – czyli raj dla miłośników vintage

  • Nowa odsłona Kena

    Nowa odsłona Kena

  • Samsung zaprasza do Kina Letniego na placu Europejskim oraz Studia Konesera

    Samsung zaprasza do Kina Letniego na placu Europejskim oraz Studia Konesera

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

NAJNOWSZE

  • Samsung zaprasza do Kina Letniego na placu Europejskim oraz Studia Konesera

    Samsung zaprasza do Kina Letniego na placu Europejskim oraz Studia Konesera

  • NADCIĄGA SZTORM

    NADCIĄGA SZTORM

  • Kultowe krzesło Kowalskiego

    Kultowe krzesło Kowalskiego

  • Czy jadłeś już lodoviki i kwiaty w sorbecie? Takiej lodziarni jeszcze  w Polsce nie było!

    Czy jadłeś już lodoviki i kwiaty w sorbecie? Takiej lodziarni jeszcze w Polsce nie było!

  • Malwina Konopacka i Le Corbusier – tego nie można przegapić!

    Malwina Konopacka i Le Corbusier – tego nie można przegapić!

  • fot. Michał Korta
    fot. Michał Korta

źródło: materiały prasowe

Zdjęcia na pełnym ekranie

,,Chyba zacznę projektować nieładne książki…”

Niedawno wydali sześćdziesiątą już publikację – esej ,,24/7”. Wśród wydawanych przez nich autorów znaleźli się chociażby Deyan Sudijc, Rem Koolhaas czy też Filip Springer. ,,Karakter” to z pewnością jedno z najciekawszych, polskich wydawnictw, a my rozmawiamy z jednym z jego założycieli – Przemysławem Dębowskim.


LABEL Magazine: Skąd pomysł na ,,Karakter”?

Przemysław Dębowski: Wszyscy – a jest nas trójka: Małgosia Szczurek, Magda Dębowska i ja – pracowaliśmy wcześniej w wydawnictwie ,,Znak”. Tam się poznaliśmy, choć każde nas pracowało w innym dziale: Małgosia była szefową działu literackiego i zastępcą redaktora naczelnego, Magda zajmowała się obsługą prawną, a ja z kolei wyszukiwałem tytuły, a potem projektowałem oprawę graficzną książek. I każde z nas w pewnym momencie ze ,,Znaku” odeszło: dobrze wiedzieliśmy, co chcemy wydawać (fascynowała nas wtedy nieodkryta proza z mniej znanych obszarów świata) i było oczywiste, że jeśli mieliśmy spełnić swoje ambicje, to mogliśmy to zrobić tylko na własną rękę. Toteż gdy tylko wszyscy byliśmy wolni, postanowiliśmy wziąć się do roboty i nie był to nawet jakoś szczególnie dramatyczny moment. Nie mamy mitu założycielskiego niczym z „Ziemi obiecanej” (ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic, więc możemy zrobić wszystko – choć to akurat się zgadza!). Po prostu: mieliśmy marzenia, mieliśmy odłożone jakieś skromne pieniądze, mieliśmy doświadczenie – więc wydawało się nam zupełnie naturalne, że w to wchodzimy, że zakładamy wydawnictwo.

LM: Niedawno wydaliście sześćdziesiątą już publikację esej ,,24/7”. Która spośród tych sześćdziesięciu publikacji była najtrudniejsza w przygotowaniu? Dlaczego?

PD: Na początku działalności naszego wydawnictwa (a założyliśmy je w 2008 roku) każda książka to było „być albo nie być”. Stać nas było tylko na wydanie dwóch tytułów na początek. W kolejnym roku było ich cztery. Potem pięć, teraz wydajemy piętnaście-szesnaście, i na razie taki poziom wystarczy. Ale właśnie dlatego, że mieliśmy tak małe finansowe pole manewru, to na początku było najtrudniej. Tym bardziej, że wszystkie zyski inwestowaliśmy, płacić sobie ZUS z ,,Karakteru” zaczęliśmy dopiero po czterech latach, w tym czasie każde z nas pracowało gdzie indziej. Wydawnictwo było działalnością po godzinach. Najtrudniejsze książki były więc te największe, wydawane na początku: ,,PGR. Projektowanie graficzne w Polsce”, i ,,Nie gęsi. Polskie projektowanie graficzne 1919–1949” Piotra Rypsona. 400-500 stronicowe potężne tomy, z setkami (w przypadku książki Rypsona z ponad tysiącem!) ilustracji. Nie mam pojęcia, jak daliśmy radę; chyba się wtedy nad tym nie zastanawialiśmy. Trzeba to było zrobić, więc robiliśmy. I wyszło nam na dobre: wprowadziliśmy dizajn i projektowanie do polskich księgarń. Przed nami tego typu publikacje pojawiały się sporadycznie.

LM: No właśnie, przejdźmy zatem do dizajnu. Nie da się ukryć, że na księgarnianej półce wszystkie pozycje ,,Karakteru” wyróżnia ciekawa oprawa graficzna. Czy rzeczywiście jest tak, że kupujemy książkę po okładce?

PD: Jeżeli pominiemy kwestie merytoryczne: to, czy lubimy autora, czy temat nas interesuje (bo ja mógłbym kupić książkę mojego ulubionego autora nawet w najbardziej obrzydliwej okładce), to pewnie w jakimś stopniu tak, chociaż biorąc pod uwagę rosnącą sprzedaż e-booków – ważnym czynnikiem jest również cena. No, oczywiście staramy się godzić te dwa przeciwstawne wymagania: żeby było ładnie, i żeby było możliwie przystępnie cenowo. Wkurza mnie postrzeganie książek tylko jako obiektów. Jasne, mają dobrze wyglądać. Mają być zrobione porządnie, z możliwie dobrych materiałów: to kwestia rzemieślniczej rzetelności. Dobrze, jeżeli oprawa wizualna jest w jakiś dowcipna; zawsze miło poobcować z produktem, którego twórcy nie uważają swoich odbiorców za przygłupa. Ale z drugiej strony to fetyszyzowanie wyglądu… Ostatnio widziałem w warszawskim butiku rząd naszych książek jako tło dla wyszukanych perfum. Niby fajnie, ale książki to przede wszystkim ich treść, myśl, emocje. Nigdy nie wydaliśmy żadnego tytułu tylko dlatego, żeby był błyskotliwym gadżetem; a jest to teraz bardzo łatwe. Młodzi kreatywni z dużych miast mają dużo kasy na tego typu przyjemności: efektowne wydawnictwa stają się też wyznacznikiem statusu: patrzcie, jaki jestem wyrafinowany, jaki mam dobry smak. Jak tak dalej pójdzie, to chyba zacznę projektować nieładne książki, no bo już bez przesady. Zresztą – wyrazem przesytu i jakimś punktem dojścia jest okładka książki Marcina Wichy „Jak przestałem kochać design”.

LM: Z oczywistych względów, bardzo interesują nas książki artystyczne wydawane przez ,,Karakter”. Wśród Państwa autorów jest chociażby Deyan Sudijc czy też Rem Koolhaas, z Polski Marcin Wicha czy też Filip Springer. Jakie cechy musi mieć interesująca, według Pana, książka o sztuce?

PD: Paradoksalnie temat chyba nie jest tak bardzo istotny. Można za punkt wyjścia obrać sobie jakiegoś mało znanego, zapomnianego niemal doszczętnie artystę z niewielkim zachowanym dorobkiem – a dzięki talentowi pisarskiemu można z jego życia i doświadczeń ulepić fascynującą opowieść o czymś większym, ważniejszym, powszechnym – jak było to w przypadku ,,Zaczynu” Filipa Springera. No więc: przede wszystkim sprawne pióro. To jest warunek niezbędny, znamy sporo wartościowych treściowo książek, których się nie da czytać. Ważna jest też chyba pewna pokora wobec tematu, ale także nieustępliwa dociekliwość autora. I nawet nie przeszkadza, kiedy nie jest on obiektywny!

LM: Często w mediach mówi się o końcu epoki papieru, coraz więcej jest e-wydań, e-boooków itp. Czy zgodzi się Pan z tezą, że czas dominacji papieru dobiegł końca?

PD: E tam. Sam czytam e-booki, bo są tanie i mogę je mieć natychmiast. Ale tak samo czytam książki papierowe, bywa, że tytuły, które najpierw przeczytałem na Kindle’u kupuję drugi raz – już w wersji tradycyjnej. Myślę, że sporo literatury jednorazowej i powszechnej zdobędzie swoje miejsce w postaci e-booków. Ale papier nie zniknie, bo ludzie lubią się otaczać przedmiotami.

LM: Czy bycie wydawcą w Polsce jest trudne? Jak ocenia Pan sytuację niezależnych wydawnictw na polskim rynku?

PD: Nie wiem. Trudno generalizować. Z jednej strony mamy największą ilość wydawnictw w Europie, z drugiej – ledwie niewielki procent z nich publikuje regularnie, a czytelnictwo w Polsce należy do najniższych w Europie. Polacy po prostu nie mają w zwyczaju czytać książek. To nie żadne użalanie się, to fakt. Kiedy idziemy na imieniny, to w prezencie kupujemy kwiaty za trzy dychy, a ta sama kwota przeznaczona na książkę wydaje się nam zaporowa. Rynek jest więc bardzo płytki. Jedna spółdzielnia mleczarska w Polsce ma większe obroty niż cały krajowy sektor wydawniczy razem wzięty. A z drugiej strony: nie jest tak źle, skoro naszych niszowych (do tej pory) powieści sprzedajemy po parę tysięcy egzemplarzy, skoro drogiej książki Filipa Springera o peerelowskiej architekturze zrobiliśmy do tej pory już pięć dodruków, skoro trudne eseje Susan Sontag regularnie znikają z księgarń. Znaleźliśmy swoje miejsce i wiemy, że czytelnicy naszych książek – ambitnych, nie najtańszych, czasami skierowanych do specjalistów – istnieją, i że jest ich tylu, że od siedmiu lat wciąż się rozwijamy, i bez niczyjej pomocy i żadnego wsparcia z zewnątrz – stworzyliśmy firmę, zatrudniamy niesamowitą ekipę i robimy wartościowe rzeczy. Pewnie gdybyśmy wydawali rzeczy pod publiczkę, to byłoby nam trudniej, bo konkurencja jest tu nieporównanie większa.

LM: Jakie są Pana wydawnicze marzenia? Czego życzyć Państwu w najbliższym czasie?

PD: Ha, nie chciałbym zapeszać, więc zmilczę , jeżeli chodzi o marzenia. Jednym mogę się podzielić – chcielibyśmy jak najszybciej wydać kolejną książkę Piotra Rypsona (ciągle nad nią pracuje) – o polskim rynku wydawniczym tuż po wojnie, to czas nieokiełznanego kapitalizmu i wielkich ideologicznych napięć, aż ciarki przechodzą. Poza tym trzymam kciuki za nasz przyszłoroczny wielki projekt z Filipem Springerem, czyli ,,Miasto Archipelag”, gdzie opiszemy i pokażemy życie w byłych miastach wojewódzkich. A jeżeli chodzi o samo wydawnictwo… Chciałbym już nie musieć tyle pracować i po cichu marzę o czterodniowym tygodniu pracy. Może kiedyś do tego dojdziemy!


/Justyna Ciurzyńska

  • UG
siteimage siteimage siteimage siteimage siteimage siteimage    PL EN