Dzień drugiej połówki: od tych loveseats zakręci Wam się w głowie (jeszcze bardziej)
W architekturze wnętrz niewiele jest mebli tak jednoznacznie deklaratywnych jak loveseat. To format zawieszony między obszernym fotelem a kompaktową sofą, który z założenia rezygnuje z dystansu. Z okazji Dnia Drugiej Połówki przyglądamy się modelom, które definiują współczesne pojęcie bliskości.
Bliskość w ikonicznym wydaniu
Designerski kanon nie znosi próżni, a loveseat to pole do popisu dla największych nazwisk. Pacha od Gubi, projekt Pierre’a Paulina z 1975 roku, to propozycja dla tych, którzy chcą dosłownie unosić się nad ziemią. Jej obła, niemal chmurna forma pozbawiona nóżek sprawia, że siedzenie staje się doświadczeniem niemal metafizycznym.
Zupełnie inny temperament prezentuje sofa Le Corbusier Colors. To modernizm w czystej postaci, zamknięty w stalowej ramie, ale przełamany odważnym kolorem.
W podobnym duchu, choć z większą dawką organicznej swobody, utrzymana jest Welle 1 od Verpan. Projekt Vernera Pantona to właściwie fragment krajobrazu, który można dowolnie konfigurować, tworząc intymne wyspy w salonie.
Najpierw rzeźba, potem miłość
Niektóre loveseats wychodzą poza funkcję użytkową, stając się dominantą przestrzeni. Zelig Love Seat marki Somaschini to studium linii i proporcji – lekka, a jednocześnie solidna bryła, która wygląda doskonale z każdej perspektywy.
Jeszcze dalej idzie Atelier Ellery z modelem Toi & Moi. Połączenie polerowanego mosiądzu i żywicy na konstrukcji z inoxu to już właściwie obiekt kolekcjonerski, który celebruje dualizm zawarty w samej nazwie.
Dla odważnych prezentujemy Sess sofę od Gufram. Czerwona, prowokująca, przesiąknięta duchem pop-artu. To mebel dla tych, którzy design traktują z przymrużeniem oka, ale bez kompromisów w kwestii jakości.
W kontrze do niej Pipe Sofa od Moroso, zaprojektowana przez Sebastiana Herknera. Jej przeskalowane, rurkowe formy to dowód na to, że minimalizm może być jednocześnie monumentalny i niesamowicie komfortowy.
Zakochani w tkaninie
Miłość to dotyk i poczucie bezpieczeństwa. Tu idealnie pasuje sofa Fave od Norr11. Jej modułowa natura i charakterystyczne, puszyste segmenty o obłych kształtach to manifest skandynawskiego „comfort decor”. To mebel, który nie narzuca sztywnej postawy, ale zaprasza do celebrowania wolnego czasu w najbardziej miękkim wydaniu.
Sofa Rico w tkaninie Louisiana to przykład tego, jak tekstura potrafi zdefiniować mebel. Jej obłe oparcie zdaje się zapraszać do bezpiecznego schronienia, a żakardowy splot dodaje jej głębi charakterystycznej dla rzemieślniczych artefaktów.
Dla wielbicieli klasycznej elegancji z nutą retro idealna będzie sofa Pagode w odcieniu musztardowym. Połączenie ciepłej tapicerki z orzechową podstawą to ukłon w stronę designu lat 70., ale w bardzo współczesnym, wyrafinowanym wydaniu.
Z kolei Jolie od Sklum stawia na miękkość szenilu, oferując prostą, ale niezwykle przytulną formę, która odnajdzie się w mniej formalnych wnętrzach.
Miłość na wyciągnięcie ręki
Szukając formy, która łączy estetykę z codziennością, warto zajrzeć do H&M Home. Aksamitna Luca o niskim profilu czy Archie 2 o obłych kształtach to dowód na to, że dobry design nie musi być nieosiągalny. To propozycje, które świetnie sprawdzą się w sypialniach lub mniejszych apartamentach, gdzie każda chwila we dwoje zasługuje na odpowiednią oprawę.