Niewidzialna armia mody - album „Assistants” Virginie Benarroch i Loli Raban
Album „Assistants” Virginie Benarroch i Loli Raban to wizualny hołd dla niedocenianych bohaterek i bohaterów zaplecza mody, bez których nie powstałby żaden editorial ani kampania.
Autor: IM
Zdjęcia: Materiały prasowe
Benarroch, paryska stylistka, oraz fotografka i reżyserka Lola Raban przyglądają się postaciom, którą moda zwykle wycina z kadru: asystentom stylisty. To oni czuwają nad logistyką sesji i garderobą, reagują w sekundę, kiedy coś się rwie, gniecie albo nie współgra z wizją głównej stylistki. Ich praca jest kluczowa dla obrazu, który ostatecznie trafia do magazynu, ale pozostaje w cieniu nazwisk projektantów i fotografów.
„Assistants” zostało pomyślane jako połączenie dokumentu i albumu portretowego, rodzaj wizualnego annuaire, który kataloguje twarze, gesty oraz narzędzia pracy asystentów. Zamiast klasycznej narracji tekstowej, oś stanowi rytm zdjęć: portrety, detale dłoni, fragmenty garderoby, powtarzalne ruchy porządkowania, spinania, upychania walizek w windzie. Widz ma wrażenie, że podgląda kulisy sesji dokładnie w tych momentach, które zwykle zostają „poza kadrem” - w przerwie między ujęciami, w biegu po taśmę, w sekundzie tuż przed poprawką szwu.
Dla Virginie Benarroch punktem wyjścia była fascynacja „styling kit” - zestawem spinaczy, taśm, klipsów, agrafek i taśm dwustronnych, które asystenci noszą przy sobie niczym biżuterię funkcjonalności. Każdy taki kit jest osobistą kompozycją: zorganizowanym systemem przetrwania na planie i zarazem subtelnym autoportretem właściciela. Styl asystentów - wygodny, „all terrain”, ale dopracowany - staje się tu rodzajem cichego manifestu: ubranie musi nadążyć za pracą, a jednocześnie wyrażać wyczucie estetyki, które jest warunkiem wejścia do branży.
Między dokumentem a fikcją
Fotografie Loli Raban balansują na granicy dokumentu i inscenizacji: artystka rejestruje realia pracy, ale świadomie buduje kadry, w których gest, przedmiot czy fragment ciała nabierają niemal filmowego ciężaru. Raz jest to zbliżenie dłoni poprawiającej milimetr materiału, innym razem kadr z windą wypchaną walizkami, który streszcza fizyczny wymiar tej pracy lepiej niż jakiekolwiek hasło o „dynamicznym środowisku”. Ta dwoistość - między chaosem backstage’u a precyzją kompozycji - sprawia, że książka równie mocno działa jako zapis rzeczywistości, co jako autonomiczny projekt fotograficzny.
Trzy okładki, wiele ról
„Assistants” ukazuje się w trzech wariantach okładki, co podkreśla różnorodność profili i temperamentów osób pracujących w tej roli. Ten formalny gest wzmacnia ideę, że nie ma jednego modelu „idealnego asystenta”: to zlepek ról - organizatora, rzemieślnika, psychologa, czasem producenta - wymagający równie dużej kreatywności, co odporności fizycznej. Benarroch i Raban dają tym postaciom przestrzeń, której zwykle odmawiają im rubryki z creditsami.
Album wpisuje się w szerszy trend odwracania kamery w stronę zaplecza, ale robi to z wyjątkową czułością dla mikrogestów, które składają się na „pracę przy obrazie”. To opowieść o zawodzie zrodzonym z zaufania: asystent bierze na siebie ciężar odpowiedzialności za detale, aby stylistka i fotograf mogli skupić się na swoim kadrze.
Publikacja ukazała się nakładem Exhibition Studio, niezależnego wydawnictwa współpracującego z artystami, stylistami i projektantami przy autorskich projektach książkowych. W przedmowie dziennikarka mody Sophie Abriat wpisuje figurę asystenta stylisty w szerszą historię przekazywania wiedzy w branży - przez bliskość, podpatrywanie, uczenie się „czyjegoś oka”. Moda jawi się tu jako system mistrz–uczeń, w którym asystent uczy się patrzeć przez cudze spojrzenie, zanim wypracuje własne.