Marki, które kochają lato: rozmowa z Sol y Sirenas
Klaudia i Magda poznały się w 2016 roku w Lizbonie – dziś jedna mieszka w Melbourne, druga jako digital nomadka i vanliferka spędza w podróży niemal cały rok. Mimo dzielących je kilometrów razem stworzyły Sol y Sirenas, markę, która w zaledwie rok dotarła nawet na Antarktydę i Grenlandię. O tym, skąd biorą inspiracje do swoich kolekcji i czego się spodziewać po najnowszym dropie Vitamin Sea, dziewczyny opowiadają w naszej rozmowie.
Wasze motto to zawsze w stronę słońca – jak wygląda Wasze idealne, letnie miejsce na ziemi, do którego zawsze wracacie myślami?
Idealne miejsce tworzą dla nas przede wszystkim ludzie. Obie kochamy naturę, biwakowanie, wodę i spędzanie czasu na świeżym powietrzu. Najczęściej wybierzemy camping ponad dobry, eksluzywny hotel. Lubimy też dobre jedzenie i nie pogardzimy pysznymi polskimi truskawkami, które są dla nas kwintesencją lata. Morze, ocean, jezioro, nieważne. Liczy się słońce, dobra ekipa, chill, ognisko (obowiązkowo!) i zachody, które zostają w głowie na długo. Tam zawsze wracamy myślami. Syreny też nie wzięły się przypadkowo. Poznałyśmy się w 2016 roku w Lizbonie, gdzie obie mieszkałyśmy i od kilkunastu lat na miejsca do życia wybieramy ciepłe miejsca nad wodą, która zdecydowanie jest naszym żywiołem.
Klaudia mieszka w Melbourne, Magda jest digital nomadką i vanliferką – jak przy tak różnych stylach życia rodzi się wspólna, letnia kolekcja Sol y Sirenas? Skąd bierzecie inspiracje?
Nasze kolekcje to w dużej mierze inspiracje Magdy, która prowadzi nomadyczne życie i spędza w podróży 90% roku, ale też to co Klaudia widzi na co dzień na ulicach Melbourne. Pomysł na wild rides czyli mantę z syreną powstał podczas nurkowania na Galapagos, zebra i’m fine thank you w trakcie wyjazdu do Namibii i RPA, a island life to vibe ukochanego Siargao na Filipinach. Nie jest łatwo połączyć nasz tryb pracy, bo regularnie pracujemy z dwóch różnych kontynentów i bywa to to ciężkie do pogodzenia. Mimo to pracuje nam się razem wyjątkowo dobrze, o dziwo (prawie) w ogóle się nie sprzeczamy mimo, że obie mamy silne charaktery. Jesteśmy też elastyczne, otwarte i mamy podobne wizje rozwoju naszej marki.
Wasza marka to nie tylko ubrania, ale też społeczność silnych kobiet. Jakie są Wasze klientki?
Nasze klientki to przysłowiowe kobiety-rakiety w przeróżnym wieku, które nie boją się kolorów i życiowych wyzwań. Lubią żyć po swojemu, są energetyczne, żywiołowe i dużo podróżują. Marka ma dopiero rok, a syrenie ubrania były już na wszystkich kontynentach, nawet na Antarktydzie i w Grenlandii! To dla nas coś więcej niż relacja marka–klientka. Bardzo lubimy z nimi rozmawiać, wymieniać się inspiracjami, słuchamy wszelkich sugestii. To naprawdę cool babki z którymi lubimy rozmawiać i dostajemy od nich ogrom wsparcia i pozytywnego feedback’u, który daje nam mega kopa do działania!
Wiem, że współpracujecie przy kolekcjach z utalentowanymi artystkami. Opowiedzcie o tym!
Tak, zdarzyło nam się kilka takich mniejszych współprac z graficzkami z Polski, Californii i Chile jednak stawiamy na kolekcje, które rysujemy same i to one stanowią większość naszych projektów, to też coś co nas wyróżnia i mamy ogromne szczęścia, że Klaudia jest tak utalentowana i większość projektów jest nasza od pomysłu do wykonania.
Zdradzicie coś o nadchodzącym dropie Vitamin Sea? Co było jego inspiracją i czego mogą się spodziewać Syreny tego lata?
Vitamin Sea to przede wszystkim nowe, piękne, energetyczne kolory i wszystko to co kochamy - woda, syreny, delfiny, morskie zwierzęta i.. piesek-kiełbaska, na którego punkcie Magda ma obsesję i regularnie pojawia się w naszych kolekcjach.