Najtrudniejszy był pies-tatuator – Adela Madej o swojej kolekcji dla Medicine
„To bardzo kuszące, żeby przemycić do kolekcji jak najwięcej własnych psów, ale uznałam, że nie będę ich przesadnie eksploatować, to byłby nepotyzm!” – mówi Adela Madej, warszawska ilustratorka i projektantka graficzna. Jej grafiki trafiły ostatnio na ubrania i akcesoria specjalnej linii Medicine, której bohaterami są nasi czworonożni przyjaciele. Kolekcja Medicine x Adela Madej to połączenie mody, ilustracji i poczucia humoru. Przeczytajcie rozmowę o tym, jak powstawały do niej rysunki.
Autor: IZ
Zdjęcia: Michał Lichtański MiliStudio, materiały prasowe
Adela, powiedz proszę, jak to się stało, że Twoje pieskowe ilustracje trafiły na ubrania i akcesoria marki Medicine?
Współpracę z Medicine miałam na oku od dawna, widząc ile fajnych rzeczy robią z różnymi artystami, w tym z osobami z mojego kręgu przyjaciół, np z Magdą Dziki Las. Czekałam aż się w końcu zgłoszą do mnie, w końcu postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce (śmiech). Przez przypadek poznałam na wydarzeniu targowym osobę] z Medicine, i stwierdziłam że przy okazji zagadam, hej, zróbmy coś razem. Nie sądziłam że się uda, i to jeszcze na taką skalę, a jednak.
Jaki był pierwszy szkic dla tego zlecenia? Pamiętasz?
Pamiętam! Pierwszy szkic niestety (albo stety) nie znalazł się w kolekcji, ponieważ dostałam feedback, że jest trochę zbyt mroczny (śmiech). Z perspektywy czasu myślę że faktycznie, tamta ilustracja bardziej nadawałaby się na okładkę debiutanckiego albumu, gdyby Twój pies postanowił z kolegami założyć deathmetalowy zespół.
Jakie elementy znalazły się w tej kolekcji?
Przyznam szczerze, że ogrom i bogactwo elementów w tej kolekcji bardzo mnie zaskoczyły. Praktycznie do momentu premiery nie miałam pojęcia, że moje pieski aż tak się rozmnożą - a tymczasem występują na koszulkach, bluzach, apaszkach, nawet na piżamie. Oprócz tego w kolekcji są też kosmetyczki, torba, koce, poszewki na poduszki i notesy.
Przyznam, że zakochałam się w jedwabnej apaszce z tej kolekcji! Oczyma wyobraźni widzę w niej królową Elżbietę spacerującą po wrzosowiskach ze swoimi corgi, ale Ty chyba przy tej nie współpracy myślałaś raczej o rodzinie królewskiej... Dla kogo są te rzeczy? O kim myślałaś tworząc te ilustracje?
Tworząc kolekcję myślałam o tym, że choć to trudne, pieski powinny być dość uniwersalne. Tak, aby bardziej przekazywały historię o pieskach ogółem, a nie o konkretnych rasach. Zależało mi, aby każdy miłośnik psów znalazł coś dla siebie. Narysowałam też jednak kilka charakterystycznych ras, w tym popularnego w ostatnich latach jamnika.
Ile różnych ras narysowałaś łącznie dla Medicine? Masz swoją ulubioną?
Wspomniany już przeze mnie jamnik, corgi, owczarek szkocki collie...Oprócz tego całkiem sporo piesków wielorasowych. Takie lubię najbardziej, chociaż mam słabość do piesków rasy Chihuahua.
Przeniesienie ilustracyjnej kreski na tkaninę to spore wyzwanie, zwłaszcza, że ubranie to w pewnym sensie chodzący obraz. Jak zmieniało się Twoje myślenie o kompozycji, kiedy wiedziałaś, że Twój rysunek trafi na tkaninę, a ta na człowieka?
Rzeczywiście przeniesienie kreski na tkaninę może być trudnym wyzwaniem, natomiast rysując pieski do kolekcji, nie miałam pewności, na jaki element ubrania trafi konkretna ilustracja. Oczywiście, projektując, miałam swoje wyobrażenie o tym, jak mogłoby to wyglądać, że ten rysunek fajnie wyglądałby jako duży nadruk na t-shircie, a tamten będzie idealny jako miniaturowy haft. Dlatego starałam się myśleć przede wszystkim o tym, żeby poszczególne ilustracje same w sobie były dobrze i starannie narysowane, żeby można było je dowolnie przetworzyć w zależności od potrzeb kolekcji.
Z której rzeczy jesteś najbardziej zadowolona albo która z tej kolekcji przerosła Twoje oczekiwania?
Bardzo podoba mi się kosmetyczka, od razu zaczęłam jej używać. Tego mi brakowało, ogromna kosmetyczka, nie dość że z pieskami, to jeszcze z milionem przegródek(śmiech). Chyba nie ma jednej konkretnej rzeczy, o której powiedziałabym że przerosła oczekiwania, zdecydowanie cała kolekcja zrobiła na mnie wrażenie. Wszystko jest zrobione z ogromną dbałością o detale, rzeczy mają piękne haftowane metki, a wspomniana już kosmetyczka ma nawet suwak w kształcie kostki.
Ta kolekcja aż tętni dobrą energią. Ile jest w niej Ciebie, a ile Twoich psów?
To bardzo kuszące, żeby przemycić do kolekcji jak najwięcej swoich własnych psów, ale uznałam że nie będę ich przesadnie eksploatować, to byłby nepotyzm (śmiech). Tak jak wspomniałam, zależało mi na tym, aby w tych ilustracjach każdy mógł znaleźć coś dla siebie, niezależnie od tego czy ma kundelka, wyżła, albo nie posiada psa w ogóle. Dlatego myślę, że w kolekcji jest jednak trochę więcej mnie, natomiast z pewnością, gdyby nie moje własne psy, nie miałabym tej wrażliwości i radości z rysowania każdego innego pieska.
Zdradź nam jakiś sekret dotyczący chociaż jednej ilustracji i pracy nad nią. Może była jakaś łapa albo ogonek, który bardzo trudno było zrobić?
Pamiętam, że trochę trudności sprawiło mi narysowanie psa-tatuatora. Zastanawiałam się, jak to zrobić, żeby trzymał w łapach maszynkę do tatuażu, a przy tym wyglądał profesjonalnie, na tyle ile to możliwe w przypadku tatuującego psa. Podjęłam kilka prób narysowania chwytnej psiej łapy, ale ostatecznie skończyło się na dłoniach przypominających ludzkie.
Ostatnie pytanie, chyba najważniejsze - Adela dlaczego psy a nie koty?
Tak wyszło! Od wczesnego dzieciństwa otaczały mnie koty, i chyba przez to ich obecność w domu była dla mnie bardziej oczywista. Pierwszy pies pojawił się w moim życiu krótko przed 30. urodzinami, a więc w momencie, w którym już aktywnie rysowałam zawodowo. Poznawanie zupełnie nowego, psiego uniwersum wpłynęło na moją pracę twórczą, bo na własną rękę mogłam odkryć, że psy to bardzo inspirujące stworzenia, a przebywanie z nimi - stymulujące. Ale niezależnie od tego, nadal bardzo lubię koty. Kocham zwierzęta i nie wyobrażam sobie życia i mieszkania bez nich.