Kozy Wesa Andersona. Miasteczko zbudowane na estetyce
Kozy wygląda z oddali jak filmowa makieta: na łagodnym wzgórzu, wśród pól pod Pohrebeą, wyrasta miasteczko, w którym głównymi lokatorami są kozy, a ludzie pojawiają się wyłącznie w roli gości. Ten pozornie żartobliwy odwrót ról okazuje się starannie zaprojektowanym eksperymentem architektonicznym, w którym wiejska Mołdawia staje się planem zdjęciowym o precyzyjnie reżyserowanej estetyce Wes Andersona.
Za projektem stoi mołdawskie biuro LH47 ARCH, które w 2023 roku zrealizowało w Pohrebei „The City of Goats ‘Kozy’” na pograniczu parku rozrywki, glampingu i studium zrównoważonej architektury. Mimo turystycznego charakteru nie chodzi tu wyłącznie o atrakcję, ale o przetestowanie, jak daleko można przesunąć definicję funkcjonalnej wsi, jeśli głównym użytkownikiem przestrzeni staną się zwierzęta. Inspiracja konwencją „Accidentally Wes Anderson” - świata ułożonego z symetrii, zaskakujących kolorów i teatralnych scenografii - została potraktowana dosłownie: nie jako filtr do jednego zdjęcia, lecz jako matryca dla całego założenia.
Miasteczko jest skomponowane jak kadr: osie widokowe prowadzą przez rzędy niewielkich domków, których elewacje pomalowano na żywe, lecz precyzyjnie zharmonizowane barwy. Każdy budynek pełni funkcję znaną z miejskiej typologii - jest tu ratusz, poczta, komisariat, biuro informacji turystycznej czy sklep spożywczy - z tą różnicą, że adresatami są kozy, a ludzie jedynie „podglądają” ich codzienność. Wnętrza kozich domów urządzono jak miniaturowe apartamenty: przez okna widać żyrandole, regały z książkami, globusy, elementy, które dobitnie podkreślają odwrócenie hierarchii.
Materiały budowlane zostały dobrane z wyraźnym gestem w stronę lokalności i niskiego śladu środowiskowego. Ściany wzniesiono z mieszaniny słomy, gliny i wapna, a dachy przykryto postarzaną dachówką ceramiczną odzyskaną z okolicznych wiosek. Fundamenty i detale fasad powstały z kamienia i drewna pochodzących z rozbiórek, dzięki czemu Kozy działa jak laboratorium architektury cyrkularnej: zamiast katalogowych systemów widzimy inteligentne wykorzystanie istniejących zasobów.
Najbardziej wyrazistym gestem jest przeniesienie komfortu z ludzi na zwierzęta. Kozy mieszkają w ciepłych, dopieszczonych domkach, a ludzie - w namiotach glampingowych na pobliskim wzgórzu, z zapleczem sanitarnym i kuchennym oraz panoramicznym widokiem na „miasto”.
To nie jest zoo ani tradycyjna zagroda; odwiedzający funkcjonują jak czasowi rezydenci, którzy na chwilę wchodzą w fabułę ułożoną wokół zwierzęcych mieszkańców. Jak podkreśla Serghei Mirza, założyciel LH47 ARCH i współtwórca Kozy, kluczowe było połączenie „goat therapy” z architekturą, czyli zaprojektowanie sytuacji, w której to zwierzę inicjuje relację - potrafi po prostu położyć się człowiekowi na kolanach.
Program miasteczka jest rozbudowany jak w prawdziwej stolicy, tylko skalę i gatunek użytkowników zmieniono na lżejszy, niemal komiksowy. Dzieci mogą bawić się w strefie z młodymi kozami, dorośli schodzą do piwnicy na degustacje wina albo kolację w restauracji, a pomiędzy tymi doświadczeniami odwiedzają galerię sztuki, gdzie klasyczne dzieła przeobrażono w koziołkowe parafrazy. Na obrzeżu miasteczka działa „Kozy-no”, ironiczny odpowiednik kasyna, w którym zamiast żetonów obstawia się wyniki udoju mleka.
Istotnym wymiarem projektu jest jego oddziaływanie na społeczność Pohrebei. Miejsce startowało z zaledwie dwoma lokalnymi pracownikami, by szybko przekształcić się w stałe źródło zatrudnienia dla kilkudziesięciu osób z wioski i okolicznych miejscowości. W ciągu kilku tygodni od otwarcia Kozy trafiło na listę najciekawszych nowych destynacji turystycznych w Mołdawii, a koncept zaczął żyć własnym życiem w mediach i branży. Zainteresowanie powtórzeniem modelu pojawiło się już w Polsce, Hiszpanii, Rumunii i Gruzji, gdzie inwestorzy rozważają, w jaki sposób przenieść ten scenariusz w inne krajobrazy.