Zatrzymując w kadrze promienie słońca: wywiad z fotografką Agi Sibiga
Jej zdjęcia sprawiają, że natychmiast chce się spakować walizkę i wyruszyć w drogę. Fotografuje najbardziej cenione hotele butikowe w Europie, tworząc kadry, które nie tylko pokazują przestrzeń, ale budują pragnienie doświadczenia jej na własnej skórze. O swojej ścieżce zawodowej, pracy poza kadrem oraz łączeniu macierzyństwa z intensywnymi podróżami opowiada fotografka Agi Sibiga.
1. Na co dzień mieszkasz w Warszawie, ale pracujesz głównie za granicą - jak ukształtowała się właśnie taka droga zawodowa?
Kupując swoją pierwszą lustrzankę, zupełnie nie myślałam o fotografii w kategoriach zawodowych. Jakkolwiek banalnie to zabrzmi - chciałam po prostu robić zdjęcia. Fotografowanie było dla mnie mocno intuicyjne - można powiedzieć, że wszystko zaczęło się z czystej pasji. Podróżowałam dużo i zatrzymywałam się w hotelach, których estetyka była mi bliska. Wstawałam wcześnie rano, żeby w spokoju móc fotografować, nie przeszkadzając przy tym innym gościom. Robiłam to bez planu i bez oczekiwań. Efektami dzieliłam się później w sieci. Z czasem te same miejsca, w których byłam kiedyś gościem, zaczęły zapraszać mnie do współpracy.
To wszystko działo się organicznie. Fotografia stricte podróżnicza w naturalny sposób ewoluowała w stronę wnętrz i hospitality, a ja coraz wyraźniej definiowałam swój język wizualny. Za tym, gdzie jestem dziś, nie stoi jedna konkretna decyzja, a bardziej otwartość na to, co podsuwał mi los.
2. Czy był w Twojej twórczości moment przełomowy - chwila, w której poczułaś wiatr w żaglach i realne docenienie swojej pracy?
Myślę, że trudno wskazać jeden konkretny przełom. To zawsze jest złożony proces, na który składa się wiele mniejszych czynników.
Na pewno pierwszą ważną dla mnie współpracą była Masseria Moroseta - to niewielki hotel butikowy w Apulii, który od lat wyznacza trendy w świecie gościnności. Kiedy Carlo, właściciel Masserii, odezwał się do mnie z zaproszeniem do realizacji materiału fotograficznego, początkowo nie mogłam w to uwierzyć - po co ściągać fotografkę z Polski? To właśnie wtedy poczułam, że moje zdjęcia nie są już tylko osobistą pasją, ale mają realną wartość także dla innych.
Prawdziwy „boom” zbiegł się jednak z bardzo osobistym momentem - pojawieniem się na świecie mojej córki. Nie spodziewałam się, że właśnie wtedy wszystko nabierze takiego tempa.
Końcówka 2024 roku i cały kolejny rok były dla mnie czasem ogromnego zawodowego wzrostu. Fotografowałam między innymi sycylijską Dimora delle Balze, Convento Francescano w wciąż czekającym na odkrycie włoskim regionie Cilento czy nagrodzony niedawno Kluczem Michelin chorwacki hotel San Canzian.
Nic z tego nie wydarzyłoby się samo. Z czasem stałam się odważniejsza, zaczęłam coraz bardziej ufać swojej wrażliwości i - co może zabrzmieć banalnie, ale okazało się kluczowe - po prostu odzywać się do miejsc, z którymi chciałam pracować.
Dopiero co skończyłam zdjęcia dla włoskiego projektanta Francesco Russo. Fotografowałam jego prywatną letnią rezydencję - Masserię Palaci. Jedyna wskazówka, jaką usłyszałam przed rozpoczęciem prac zdjęciowych, brzmiała: „Ufamy Ci - działaj tak, jak czujesz. Podążaj za swoją estetyką.”
Ogromna doza zaufania i poczucie, że ktoś naprawdę docenia Twoją twórczość i sposób, w jaki patrzysz na świat - to wszystko sprawia, że łapię wiatr w żagle i czuję, że jestem we właściwym miejscu.
3. Czy możesz opisać, jak wygląda Twój proces twórczy - od przygotowań po finalne ujęcie?
Na początku staram się zrozumieć, jak dane miejsce chce być postrzegane i co mogę pomóc wydobyć obrazem. Już od chwili przekroczenia progu uważnie obserwuję przestrzeń i notuję, jak zmienia się z godziny na godzinę.
Znalezienie miłego dla oka ujęcia to jedno, ale uchwycenie go w odpowiednim momencie - to właśnie tutaj kryje się cała magia. Uważnie obserwuję, jak światło wypełnia przestrzeń - to ono pozwala naprawdę poczuć miejsce i oddać jego charakter. Dla mnie właściwie zbudowany nastrój, a nie techniczna perfekcja, nadaje obrazowi znaczenie i sprawia, że fotografia zostaje w pamięci.
Dlatego w trakcie zdjęć kilkakrotnie odwiedzam te same miejsca. Powtarzam te same kadry rano i popołudniu, żeby móc zobaczyć je w różnych odsłonach. I tak na przykład w chorwackim San Canzian zrobiłam spokojnie około stu zdjęć basenu, by ostatecznie wybrać tylko kilka. Zostały między innymi te, na których otaczające hotel wzgórza są otulone popołudniowym słońcem i mają w sobie dokładnie tę atmosferę, którą chciałam złapać w kadrze. Bywa to bardzo wymagające, ale daje mi ogromną frajdę.
Między innymi z tego powodu na realizację zdjęć przeznaczam minimum trzy-cztery dni, aby całkowicie wejść w rytm miejsca i doświadczyć go o każdej porze dnia - od wczesnego poranka aż po zmrok.
4. Czym praca z hotelami butikowymi różni się od innych projektów lifestyle’owych i wnętrzarskich?
Hotel to nie są tylko ładne przestrzenie i design, ale cały wachlarz możliwych doświadczeń oraz obietnica dobrze spędzonego czasu. Dlatego zdjęcia muszą uruchamiać wyobraźnię na tyle mocno, by potencjalny gość chciał jak najszybciej zrobić rezerwację.
Staram się nie tylko dokumentować przestrzeń, ale przede wszystkim budować atmosferę, tak, aby ktoś po drugiej stronie kadru mógł naprawdę poczuć to miejsce. Dlatego fotografuję promienie słońca wdzierające się do pokoju, cienie pojawiające się na ścianach czy widok za oknem.
Równie ważny jest dla mnie krajobraz i wszystko to, co można odkryć w okolicy. Dzięki temu hotel staje się częścią szerszej opowieści o danym regionie.
5. Czy jest coś, na co zwracasz szczególną uwagę podczas zdjęć?
Lubię odnajdywać potencjał tam, gdzie wcześniej nikt go nie dostrzegał - tworzyć drobne, przemyślane aranżacje i szukać detali, które dotychczas nie były eksponowane. W San Canzian, na przykład, natknęłam się na niewielką fontannę ścienną, ukrytą przy jednej z bocznych ścian. Zaproponowałam, by wypełnić ją cytrynami - i już następnego dnia ten niepozorny kącik zyskał zupełnie nowy charakter.
6. Mówiłaś, że Twoja kariera ruszyła z miejsca wraz z narodzinami córki. Jak, praktycznie, łączysz intensywną pracę zawodową i podróżowanie z macierzyństwem?
Mam ogromne szczęście, że mogę podróżować razem z mężem i naszą córeczką. Łukasz bezpiecznie dowozi nas w każde miejsce. Bez niego to wszystko nie byłoby możliwe. Na co dzień dzielimy się obowiązkami - tak samo jest w podróży.
Obecnie jesteśmy od ponad miesiąca w drodze, a kolejny wciąż przed nami. Łączymy moje realizacje fotograficzne z codziennym życiem. Oboje pracujemy w wolnych zawodach, więc możemy sobie pozwolić na taki tryb życia. W trakcie dni zdjęciowych bardzo uważnie planujemy dzień, tak żebym w kluczowych momentach mogła w pełni skupić się na pracy. Czasem wymaga to wyższej matematyki - zdecydowanie nie jesteśmy mistrzami klasycznie rozumianej organizacji - ale w jakiś magiczny sposób udaje nam się nad wszystkim zapanować.
Józefina towarzyszy nam w podróży od pierwszych miesięcy jej życia i za każdym razem wzrusza mnie życzliwość, z jaką jesteśmy goszczeni całą rodziną. Bardzo szybko staje się najważniejszym gościem hotelowym, a my śmiejemy się, gdy specjalnie dla niej przygotowywane są dania spoza karty.
Bardzo lubię ten ludzki wymiar mojej pracy. Cieszę się, że możemy razem odkrywać te wszystkie miejsca i że najbliższe mi osoby są zawsze obok.
7. Które momenty pracy z hotelami butikowymi szczególnie cenisz?
Fotografując hotele butikowe mam przywilej poznawać te miejsca „od środka”. Od razu trafiam za kulisy - do przestrzeni i historii, których gość hotelowy zazwyczaj nie doświadcza. Mogę zajrzeć do kuchni, porozmawiać z szefem, czasem nawet wspólnie coś ugotować. Poznaję ludzi, którzy stoją za sukcesem danego miejsca. Bardzo cenię też momenty przerwy między zdjęciami. Po intensywnym poranku zdjęciowym miło jest na chwilę zwolnić - ogrzać się w słońcu przy basenie i po prostu pobyć. To pozwala mi naprawdę poczuć miejsce i widać to później na zdjęciach.
Ach, i nie mogę pominąć wieczorów w hotelowych restauracjach. Serwowane tam dania często wyglądają jak małe dzieła sztuki - to ogromna przyjemność po całym dniu pracy.
8. A jakieś szczególne wspomnienie?
W październiku fotografowałam Mandranovę - gospodarstwo agroturystyczne na Sycylii, prowadzone przez fantastyczną rodzinę Di Vincenzo. Spędziłam tam ponad tydzień, a właściciel, Giuseppe, każdego dnia wymyślał dla mnie nową „atrakcję fotograficzną”, zastanawiając się, co jeszcze mogłabym zobaczyć - a przy okazji sfotografować.
Podczas porannej przejażdżki Range Roverem po terenach należących do gospodarstwa zdradził mi z uśmiechem, że od lat śledzi mój profil i zawsze zastanawiał się: „kim jest ta fotografka?”. A dziś siedzę obok niego w samochodzie. „Teraz już mogę umierać” - zażartował w szarmancki, typowo sycylijski sposób. Słysząc coś takiego, trudno się nie wzruszyć.
9. Czy podróżując tak często, znajdujesz jeszcze przestrzeń i siłę na fotografowanie „dla siebie”?
Oczywiście! W podróży wchodzę w jakiś szalony tryb i właściwie nie rozstaję się z aparatem. Bardzo lubię te momenty „pomiędzy” - wspólne spacery, bez planu i celu. Tak na przykład ostatnio w Palermo zatrzymały nas otwarte drzwi jednego z budynków przy Quattro Canti. Z czystej ciekawości zajrzałam do środka i okazało się, że to Palazzo Costantino jest wyjątkowo otwarty dla zwiedzających. Myślałam, że oszaleję ze szczęścia - widok z okna, który udało mi się uchwycić, to dziś jeden z moich ulubionych kadrów.
Te emocje, które towarzyszą mi podczas fotografowania, dają mi bardzo wiele - dlatego robię to, co robię.
10. Co powiedziałabyś osobom, które marzą o podobnej ścieżce zawodowej?
Początki często oznaczają bardzo dużo pracy, również tej bez wynagrodzenia. Szukaj swojego stylu i nie bój się odzywać do ludzi czy miejsc, które Ci się podobają. Ucz się od najlepszych, obserwuj ich sposób pracy, ale zawsze szukaj w tym swojego języka wizualnego. Najcenniejsze, co możesz wnieść do swojej pracy, to Twoja wrażliwość i sposób patrzenia na świat. I działaj - działaj konsekwentnie. Nawet jeśli czasem na efekty trzeba poczekać dłużej, niż byśmy chcieli.