Brokat i dopamina w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie
Na scenie zamiast wygaszonego telewizora - wysyp dopaminowych bodźców, scrollowane powiadomienia, w tle organy Marcina Maseckiego. Ten świat buduje REQUIEM DLA SNU w reżyserii Jakuba Skrzywanka, spektakl przygotowany przez Narodowy Stary Teatr w koprodukcji z warszawskim Teatrem STUDIO, którego krakowska premiera odbędzie się 25 kwietnia na Scenie Kameralnej.
Wszyscy coś ćpamy
„Wszyscy coś ćpamy – o tym jest dzisiejsze REQUIEM DLA SNU. To żałobna pieśń, nie tyle o snach, ile o utraconych marzeniach – po tym, jak ulatuje zdolność do marzeń zabijana uzależnieniową, dopaminową, nienasyconą, doomscrollingową strukturą współczesnej rzeczywistości” – mówi dramaturg Jan Czapliński, współautor scenariusza. Punktem wyjścia pozostaje powieść Huberta Selby’ego Jr. z 1978 roku, jedno z najostrzejszych literackich studiów uzależnienia i samotności, które świat kojarzy także z głośną ekranizacją Darrena Aronofsky’ego.
Czapliński przyznaje, że w pracy nad spektaklem istotnym impulsem było zmierzenie się z kultowym filmem z młodości – nie tylko z jego obrazami, lecz z pozostawionym „pod skórą” śladem, który wraca po latach. Twórców zachwycił „trashowy, pośpieszny, brudny, potoczysty, naćpany” język książki, ale jednocześnie zainteresowała ich moralizatorska wymowa i konserwatywna przyjemność, z jaką autor prowadzi bohaterów ku katastrofie, każąc im za hedonistyczne życie. Dlatego potraktowali tę historię jako pretekst do wyabstrahowania samej idei uzależnienia, już nie tylko od substancji, lecz także od mechanizmów późnego kapitalizmu głęboko wpisanych w codzienne praktyki.
Od Selby’ego do współczesności
W centrum pozostaje czwórka bohaterów znana z prozy Selby’ego - ludzie, którzy próbując spełnić marzenia, wchodzą w spiralę nałogów. Narracja pokazuje, jak pragnienie lepszego życia przekształca się w konstrukcję autodestrukcji, prowadzącą do izolacji i osobistej katastrofy.
Spektakl Skrzywanka i Czaplińskiego nie rezygnuje z ciężaru tej opowieści, ale inaczej rozkłada akcenty: realistyczna narracja ustępuje miejsca doświadczeniu, w którym najważniejsze stają się rytm, obraz i muzyka. Zmieniły się narkotyki, powody i sposoby „ćpania”, zmieniły się demografie, a uzależnienia - jak podkreśla Czapliński - są dziś „dużo głębiej wpisane w praktyki codzienności”, co w spektaklu wybrzmiewa także w warstwie wizualnej.
Scenografia, kostiumy, obraz
Świat REQUIEM DLA SNU budują scenografia Grzegorza Layera, światło Jacqueline Sobiszewski i projekcje Natana Berkowicza. Na tym tle szczególnie mocno rysują się queerowe kostiumy Lili Dziedzic, inspirowane późnym renesansem, barokiem i rokoko, przefiltrowane przez brokatowe zwierciadło serialu „Euforia” i estetykę young adult. Kostiumy nabudowują kolejne kondygnacje wraz z rozwojem historii, której hedonistyczna kulminacja staje się rytualnym odejściem od biblijnych korzeni. Ich symboliczną dominantą jest czerwień – obecna w kreacji każdej postaci, rozpięta między obietnicą przyjemności a sygnałem zagrożenia.
Muzyka jak msza w intencji marzeń
Istotnym bohaterem tej realizacji jest muzyka organowa Marcina Maseckiego, jednego z najbardziej wyrazistych współczesnych polskich pianistów i kompozytorów, który zagra na żywo podczas obu spektakli premierowych. Twórczość Maseckiego, balansująca między klasyką, jazzem a eksperymentem, wynosi spektakl na inny poziom emocjonalnego doświadczenia - skomponowane przez niego requiem staje się równorzędnym partnerem scenicznych dialogów. Muzyka buduje napięcie „między słowami”, dopowiada to, czego nie da się wypowiedzieć wprost, a jednocześnie nadaje całości formę współczesnej mszy za utracone marzenia. Jak podkreślają twórcy, to requiem jest żałobnym śpiewem po zdolności do marzeń, osłabionej przez uzależnieniowe mechanizmy współczesnej rzeczywistości.