Czy to ja patrzę na pętlę, czy pętla patrzy na mnie? Rozmowa z Mario Ruggiero, którego prace będzie można już wkrótce zobaczyć na festiwalu Kinomural
Mario Ruggiero pracuje na pograniczu obrazu i czasu – jego instalacje wideo biorą pojedynczy, często dramatyczny moment i puszczają go w nieskończoność, aż przestanie być tym, czym był na początku. Artysta współpracował już z takimi twórcami jak David Cronenberg, Brian Eno czy Peter Greenaway, teraz pokaże swoje prace na wrocławskim Kinomuralu – jednym z ważniejszych europejskich festiwali sztuki nowych mediów, którego tegoroczny temat to Niekończący się obieg. Z tej okazji porozmawialiśmy z nim o pętlach, czasie i o tym, dlaczego mniej znaczy więcej.
Artykuł sponsorowany
Mario, jako artysta new media pokazujący swoją pracę na Kinomuralu – co sprawiło, że zdecydowałeś się przywieźć tu swoją sztukę i jak to jest wystawić swój cyfrowy uniwersum w przestrzeni publicznej miasta?
Myślę, że Kinomural to jeden z najważniejszych festiwali dla osób pracujących z obrazem i tym, co nazywamy sztuką wizualną. To nie pierwszy raz, kiedy pokazuję swoją pracę, ale sama myśl o tym, że coś, co powstało w samotności, w ciemności, o piątej rano, będzie wyświetlane na ogromnej ścianie – to naprawdę niesamowite uczucie. Wszystko, co wchłonąłem przez lata – obrazy, pomysły, rzeczy, które widziałem albo przeżyłem, a potem zamieniłem w pętle – nagle wychodzi ze studia i przejmuje przestrzeń publiczną. Dla mnie to coś niezwykłego i jestem naprawdę ciekawy, co stanie się z pracą, gdy znajdzie się poza kontekstem, w którym powstała. Najbardziej interesuje mnie sposób, w jaki ludzie tego doświadczają. Jestem przyzwyczajony do relacji z odbiorcą poprzez ekran, wyświetlenia, polubienia, liczby. Tutaj przed pracą staną prawdziwi ludzie. Chcę zobaczyć, czy się zatrzymają, jak zareagują, czy coś się wydarzy. Prawdziwa reakcja, nawet niewielka, znaczy dla mnie coś zupełnie innego niż lajk. Bardzo cieszę się też z samego zaproszenia. Kiedy zobaczyłem listę pozostałych artystów, wielu z nich naprawdę podziwiam, poczułem autentyczną dumę, że mogę być częścią tego wydarzenia.
Tegoroczny temat festiwalu to Endless Circulation. Co to hasło znaczy dla Ciebie osobiście, jako artysty?
Dla mnie pętle są rodzajem schronienia. Sposobem na oswojenie chaosu i zamienienie nawet najbardziej brutalnych obrazów w coś dziwnie ochronnego. Albo, wręcz przeciwnie, na umieszczenie ich pod mikroskopem i przyjrzenie się temu, co naprawdę mogą oznaczać. Usunięcie szoku i próba dostrzeżenia wzorca stojącego za wydarzeniem. Myślę, że niekończące się krążenie samo w sobie należy rozumieć jako wydarzenie. Kiedy igła gramofonu utknie w rowku, słyszymy w kółko ten sam fragment muzyki, ale prawdziwym wydarzeniem jest ten moment, w którym czas zdaje się zatrzymywać – ten mały glitch. Właśnie wtedy robi się interesująco, bo na chwilę czas nabiera innego wymiaru, niemal jakbyśmy patrzyli na niego przez mikroskop. Zaczynamy dostrzegać jego struktury i struktury kryjące się za nimi. Ten sposób myślenia jest też bardzo bliski twórczości autora, który głęboko na mnie wpłynął – J.G. Ballarda. W jego powieściach trauma niekoniecznie jest czymś, co się przezwycięża. Może stać się krajobrazem, który się zamieszkuje, systemem, który reorganizuje się wokół własnych pęknięć, powtarzając je, aż staną się puste – albo, przeciwnie, aż staną się jeszcze bardziej widoczne.
W swoich instalacjach bierzesz dramatyczny moment i powtarzasz go w nieskończoność. Dlaczego wolisz zapętlić pojedynczy moment, zamiast opowiedzieć pełną historię z początkiem i końcem?
Odizolowany moment przestaje być fragmentem historii i staje się czymś samym w sobie – to jedna z rzeczy, które najbardziej fascynują mnie w pętli. Powtórzenie może być strefą komfortu, jeśli pozwolimy się przez nie nieść, jak delikatnie kołysani ciągłym ruchem morza. Ale jeśli uświadomimy sobie, że nigdy nie da się z niego wyjść, to samo powtórzenie staje się niepokojące. Bardzo interesuje mnie ten kontrast. Często myślę o moich pętlach jak o rodzaju spięcia, jakby system czasoprzestrzeni się popsuł, bo go przestymulowaliśmy. W tym sensie widzę je też jako formę opowiadania historii: fragmenty wyimaginowanego świata, które w jakiś sposób utknęły w glitchu czasoprzestrzeni. To powiedziawszy, fascynuje mnie też pomysł opowiedzenia prawdziwej historii i zdecydowanie nie wykluczam, że kiedyś to zrobię.
Jak wygląda Twój proces twórczy od początku do końca? Jak zamieniasz prosty pomysł albo surowy klip wideo w gotowe dzieło?
Zwykle budzę się bardzo wcześnie i po kawie siadam do komputera. Słucham dużo muzyki, głównie elektronicznej i ambientowej, i w trakcie słuchania szukam obrazów, które mogą mieć w sobie coś interesującego. Bardzo często to właśnie połączenie tych dwóch rzeczy sprawia, że coś „klika". Muzyka zwykle jest tym, co uruchamia cały proces. Potem otwieram After Effects i składam pierwszy szkic, który zwykle jest kompletnym bałaganem. Od tego momentu zaczynam przesuwać obrazy tak daleko, jak się da, żeby zobaczyć, jak daleko mogę się posunąć i czy uda mi się znaleźć pętlę, w której coś jest. Jeśli to działa, kontynuuję. Jeśli nie – ląduje w folderze pomysłów, do którego może kiedyś wrócę. Z czasem zrozumiałem, że wszystko może wpłynąć na coś innego. Pomysł, który nie działa na jednym obrazie, może okazać się naprawdę interesujący, gdy zastosuję go do innego, więc często wracam do rzeczy, które odrzuciłem miesiące wcześniej. Mam też kilka terabajtów materiału zgromadzonego przez lata. Więc chyba bezsenność okazała się w tym sensie całkiem przydatna. Nie mam właściwie konkretnego momentu, w którym decyduję, że praca jest skończona. W pewnym momencie po prostu zauważam, że wpatruję się w nią, zupełnie pochłonięty. Zwykle to jest ten moment.
Kinomural odbywa się w głośnej, otwartej przestrzeni miasta. Czy Twoja praca powstaje z myślą o konkretnej ścieżce dźwiękowej, czy polegasz raczej na rytmie wizualnym?
Muzyka jest w mojej pracy naprawdę ważna, ale może jeszcze ważniejsze są dźwięki i szumy. W pracach, które nazywam Time Geometry, nakładam na przykład ten sam dźwięk na siebie kilka razy, celowo tworząc wzorzec sugerujący jakieś przesunięcie w przestrzeni i czasie. Te prace próbują pokazać czas jako sekwencję wydarzeń rozgrywających się w przestrzeni. To rzecz fizyczna, a dźwięk też jest fizyczny. Byłbym zresztą bardzo zadowolony, gdyby hałas miasta wymieszał się z dźwiękiem, który stworzyłem, gdyby powstał między nimi jakiś dialog, może nawet lekko destabilizujący. W takim przypadku nie chciałbym, żeby dźwięk mojej pracy izolował ją od otoczenia. Wolałbym, żeby owinął się wokół środowiska i w jakiś sposób zmienił sposób, w jaki postrzega się to, co dzieje się dookoła.
Kiedy ludzie staną przed Twoją pracą na ulicach Wrocławia, jaką reakcję – emocjonalną lub fizyczną – chciałbyś wywołać?
Moja praca jest mocno związana z ideą czasu, więc przede wszystkim chciałbym, żeby ludzie zaczęli myśleć o czasie. Chciałbym, żeby ktoś się zastanowił: „Stoję tu i oglądam wideo, które ciągle się powtarza. Czy marnuję czas? Czy go zatrzymuję? A może w jakiś sposób do niego wchodzę?”. Interesuje mnie też zjawisko z psychologii zwane sytością semantyczną – kiedy powtarzasz słowo tyle razy, że w końcu traci ono znaczenie i staje się niemal czystym dźwiękiem. Myślę, że coś podobnego może się dziać z obrazami. Powtórzenie może pchać je w stronę abstrakcji, sprawiając, że tymczasowo tracimy ich pierwotne znaczenie, a jednocześnie odsłaniając dynamikę ukrytą wewnątrz danego zdarzenia. No i oczywiście chciałbym, żeby ludzie po prostu cieszyli się tymi filmami. To też. Może zwłaszcza to. :)
Można się spodziewać, że niemal każdy w tłumie wyciągnie smartfon, żeby sfilmować Twój projekt. Co czujesz na myśl o tym, że pętla Twojej pętli zostanie uchwycona na ich ekranach? Czy to psuje fizyczne doświadczenie, czy raczej daje dziełu nowe życie?
Zastanówmy się: praca jest filmowana, tworzona, publikowana i doświadczana na smartfonie. Potem jest wyświetlana na ścianie budynku, ponownie filmowana i ponownie publikowana, tylko po to, by znów być doświadczaną na smartfonie. Powiedziałbym, że to zasadniczo pętla. Z jednej strony bardzo podoba mi się myśl, że praca może zyskać nowe życie dzięki temu, że zostanie nagrana. Dokumentacja jest ważna i cieszę się, że istnieje, bo pozwala pracy krążyć dalej, nawet po zakończeniu wydarzenia. Z drugiej strony muszę przyznać, że gdybym zobaczył większość ludzi oglądających mój film bez ekranu telefonu przed twarzą, uznałbym to za ogromny sukces. Więc pewnie sam bym to sfilmował, żeby udokumentować, że coś takiego się wydarzyło. I znowu wracamy do… no cóż, zastanówmy się.
Technologia i nowe media zmieniają się szybciej niż kiedykolwiek. Jak, patrząc kilka lat naprzód, widzisz przyszłość sztuki wideo i rozwój własnej praktyki wraz z nowymi technologiami?
Znaleźliśmy się w dziwnej sytuacji. Technologicznie wciąż idziemy do przodu, podczas gdy kulturowo często zdajemy się chcieć cofać. Na nowo odkrywamy film, polaroidy, aparaty analogowe – może dlatego, że próbujemy odzyskać relację z obrazem, którą gdzieś po drodze utraciliśmy. Jednocześnie boimy się zatrzymać, bo wydaje się, że pociąg wciąż przyspiesza. Dziś mamy niesamowicie potężne i dostępne narzędzia. Możemy tworzyć obrazy, filmy, muzykę, światy 3D, a dzięki AI także rzeczy, które jeszcze kilka lat temu wymagałyby studia, budżetu i dziesiątek ludzi. Ta wolność jest niesamowita, ale może też prowadzić do pewnego rodzaju paraliżu. Kiedy wszystko jest możliwe, trudniej zrozumieć, czego właściwie chcemy. I, paradoksalnie, wszyscy możemy zacząć wyglądać coraz bardziej podobnie, korzystając z tych samych narzędzi, tych samych modeli i tych samych systemów generatywnych. Mam nadzieję, że sztuka wideo może odejść od tego rodzaju standaryzacji, popychając technologię i zmuszając ją do robienia rzeczy, do których nie została zaprojektowana. Podoba mi się myśl, że może tworzyć nowe języki, nawet takie, które na początku trudno zrozumieć. To, co staram się robić, to nie pozwalać sobie na zbytnią wygodę z narzędziami, które mam – zamiast tego je psuć, przeciążać, aż zaczną się zacinać, i patrzeć, co się stanie. To trochę jak wtedy, gdy jako dziecko miałem samochodzik na pilota. O wiele bardziej bawiło mnie rozbijanie go, rozkładanie na części i składanie z powrotem tak, żeby działał w jakiś kompletnie absurdalny sposób, niż zwyczajne jeżdżenie nim. W przyszłości chciałbym na przykład sprawdzić, jak bardzo mogę zredukować wideo do absolutnego minimum, zachowując jednocześnie jego zrozumiałość. Trochę jak usuwanie samogłosek ze zdania: Kdy sn sm gsk z zdn, wcż mżn zrzmc, c jst npsn. Chciałbym opowiedzieć historię, która działa właśnie w ten sposób, ale za pomocą obrazów – redukując ją do absolutnego minimum, żeby przetestować granice zrozumiałości.
Gdybyś musiał wybrać tylko jeden moment ze swojego życia do oglądania w nieskończonej pętli, jaki by to był moment?
Pewnie wybrałbym dokładnie ten moment, w którym pętla w końcu zaczyna działać. Po godzinach dłubania przy niej przychodzi taki moment, kiedy przestaję myśleć, jak ją poprawić, i po prostu ją oglądam. To trochę jak mały glitch w mojej głowie: przez kilka sekund nie jestem pewien, czy to ja patrzę na pętlę, czy pętla patrzy na mnie.
Kolejne festiwalowe ogłoszenia i przygotowania można śledzić w social mediach:
Facebook, Instagram oraz na www.kinomural.com.
Kinomural. Festiwal sztuki nowych mediów
18-19 września 2026, godz. 19:30-22:00
Wrocław
Wstęp wolny