Lekcja ergonomii. 32 metry kwadratowe w Paryżu według Studio Dallas
Projektantka Julie Rogier urządziła na 32 metrach kwadratowych w centrum Paryża salon, sypialnię i gabinet, a wnętrze mimo to nie wydaje się ciasne. Kluczem do sukcesu okazała się radykalna zmiana układu funkcjonalnego oparta na obłych formach i niestandardowych podziałach przestrzeni zabudowami stolarskimi.
Projektantkę i właścicielkę mieszkania, Julie Rogier, od razu przyciągnął charakter budynku – szczególnie pomarańczowe osłony okienne, przywodzące na myśl lata 70. i jej wakacje z dzieciństwa na południu Francji. Jak mówi, to sprawiło, że dostrzegła potencjał tej przestrzeni.
Julie Rogier zrezygnowała z tradycyjnego prostokątnego podziału przestrzeni na rzecz miękkich linii, które realnie usprawniają poruszanie się po niewielkim mieszkaniu. Ściana na planie łuku wyłożona niewielkimi ceramicznymi płytkami to decydujący element wnętrza. Jej wklęsły kształt eliminuje martwe punkty komunikacyjne, dzięki czemu przejście z przedpokoju do salonu jest płynne i intuicyjne. Połyskliwa powierzchnia kafli dodatkowo odbija światło, rozjaśniając dalszą część mieszkania.
Logistyka przestrzeni opiera się na wielofunkcyjnych przegrodach. Zamiast budować ściany z karton-gipsu, projektantka zastosowała orzechowe zabudowy z systemem zawiasów ciągłych. Pozwoliło to na wydzielenie gabinetu, który zajmuje minimalną powierzchnię, a jednocześnie zapewnia komfort pracy dzięki ażurowemu ekranowi z terakoty.
Takie rozwiązanie gwarantuje stały dopływ światła i wentylację, łącząc biuro z sypialnią, z której okien widać bazylikę Sacré-Cœur. Projektantka zoptymalizowała każdy centymetr pod kątem przechowywania – od szafy w przedpokoju mieszczącej pralkę, po wykonaną na zamówienie ławę w jadalni ze zintegrowanymi schowkami.
Półotwarta kuchnia łączy się natomiast ze strefą dzienną. A łazienkę właścicielka mieszkania zaprojektowała jako kompaktową bryłę.
Projekt odwołuje się do chińskiej teorii Pięciu Żywiołów, a punktem wyjścia stał się tu żywioł wody. Jego obecność widać w obłych formach, miękkich liniach, powierzchniach odbijających światło i organicznych materiałach. Przez konsekwentne użycie płytek typu zellige, aksamitu, luster oraz drewna orzechowego projektantka sprawiła, że wszystkie strefy mieszkania łączą się ze sobą w płynny i naturalny sposób.
Jak chodzi o materiały, to wnętrze balansuje między ciepłem a surowością, co pozwala uniknąć wizualnego przeładowania. Orzech i mosiądz projektantka zestawiła z surowym betonem w łazience oraz podłogą korkową w sypialni. Wybór korka był podyktowany nie tylko estetyką, ale i akustyką, co w gęstej paryskiej zabudowie ma niemałe znaczenie.
Wnętrze dopełniają meble vintage z lat 70., które nawiązują do pomarańczowych rolet budynku, tworząc spójną opowieść o modernizmie w nowoczesnym wydaniu.
Niewielki balkon, urządzony w kalifornijskim duchu, przedłuża przestrzeń mieszkalną na zewnątrz i wprowadza do apartamentu swobodną, słoneczną atmosferę.