Jak powstaje hotel z lodu? Rozmowa z architektami o Icehotelu
Co roku do budowy słynnego Icehotelu wybierani są artyści z całego świata, a tej zimy Polskę reprezentowali architekt Tomasz Czajkowski i projektant przemysłowy Miłosz Matelski. W rozmowie z nami opowiedzieli o budowie, swoim projekcie i zdradzili kilka smaczków zza kulis.
Icehotel powstał w 1989 roku i od tego momentu każdej zimy jest budowany od nowa, a każdej wiosny topnieje i spływa do pobliskiej rzeki Torne. Polski projekt zatytułowany „Spaghettification” – nawiązujący do kosmicznego zjawiska spaghettifikacji – został wybrany przez międzynarodowe jury spośród aż 200 zgłoszeń z całego świata. Więcej na ten temat pisaliśmy tutaj.
Skąd wziął się pomysł na projekt „Spaghettification"? Dlaczego właśnie kosmos i to konkretne zjawisko stały się punktem wyjścia?
Zależało nam na stworzeniu wnętrza bardziej architektonicznego niż dekoracyjnego. Pomysł przywołania sił Kosmosu jest spowodowany geometrią i matematycznym porządkiem Wszechświata, jaki utożsamia minimalizm pokoju. Odwołaliśmy się do zupełnie nam obcych i nieznanych pojęć, które paradoksalnie warunkują nasze istnienie.
W Icehotelu ważne jest przesłanie, jakie niesie projekt, trzeba jednak pamiętać, że pokój musi być również zrozumiały dla osób, które w nim przebywają. Nazwa „Spaghettification” ma być nośnym i frapującym hasłem, które być może przywodzi na myśl jedynie makaron – jednak po wejściu do pokoju rzadko kto nie będzie zainteresowany sprawdzeniem, co autorzy mieli na myśli, nie tworząc w nim po prostu garnka z pysznym bolognese. :-)
Praca z lodem i śniegiem wydaje się ogromnym wyzwaniem. Jak wygląda to w praktyce? Używaliście specjalnych narzędzi? Co okazało się najtrudniejsze?
Wbrew pozorom bardziej wymagająca jest praca ze śniegiem niż z lodem. Ze śniegu wykonaliśmy wszystkie przestrzenne kostki na ścianach i suficie pokoju. Zachowanie prostych linii było największym wyzwaniem podczas pracy w pokoju, ponieważ nie są one najlepszym przyjacielem tego materiału. :-)
W zależności od temperatury bywa on bardzo kapryśny. Niektóre elementy ścian były łatwe do rzeźbienia, inne twarde jak skała. Aby uzyskać specyficzny kształt pokoju, przypominający lej, poprosiliśmy o zasypanie wnętrza śniegiem, który musiał stwardnieć, a następnie zaczęliśmy wykuwać formę. Nowo usypany śnieg okazał się mieć wiele ubytków i dziur, których zalepianie zajęło bardzo dużo czasu.
Z lodu wykonaliśmy ramę i wezgłowie łóżka, co było czystą przyjemnością, ponieważ łączenie bloków lodowych odbywa się za pomocą wody. Obserwowanie, jak woda penetruje przestrzenie pomiędzy elementami, jest niesamowitym przeżyciem. Dźwięki, jakie wydaje lód podczas łączenia, są nie do opisania. Lodu, w przeciwieństwie do śniegu, nie można łatwo odbudowywać, dlatego ruchy narzędziami podczas pracy muszą być bardziej przemyślane i ostrożne.
Otrzymaliśmy zestaw wszystkich potrzebnych narzędzi do pracy – od taczki i łopaty po papier ścierny. W śniegu i lodzie rzeźbi się specjalnymi dłutami, których nie można mieszać, ponieważ śnieg tępi narzędzia przeznaczone do pracy z lodem. Dłuta do lodu są ostrzejsze niż brzytwa… Do tego dochodzą narzędzia do zadań specjalnych: piła łańcuchowa, opalarka do robienia zaprawy ze śniegu czy pisaki.
Najtrudniejsze w naszym projekcie okazało się wykonanie siatki linii, która później służyła jako wzorzec do rzeźbienia kubików ze śniegu. Pomocna była tu laserowa poziomica. Każdy, kto wchodził do naszego pokoju, mówił zawsze to samo: „Że wam się chciało!”.
Na ile przy takich materiałach można ufać obliczeniom, a na ile trzeba polegać na intuicji?
Dzięki analitycznej naturze Tomka prowadziliśmy bardzo matematyczne dyskusje. Pracowaliśmy z nietypowym kształtem pokoju, więc prowadzenie linii było dużym wyzwaniem. Proste równania Pitagorasa okazały się zbawienne. Teraz mogę to powiedzieć, ale mnie zdarzało się improwizować, bo moja natura do matematycznych nie należy. Jedno jest pewne – bez przygotowania projektu w SketchUpie, obliczeń i rysunków nanoszonych pisakiem na śnieg nie zrobilibyśmy tego pokoju zgodnie ze sztuką.
Same warunki pracy również sprawiają wrażenie ekstremalnych. Czy przed wyjazdem do Szwecji przygotowywaliście się w jakiś szczególny sposób?
Warunki do pracy były przyjemne, bo szczęśliwie trafiliśmy na słabe mrozy. W pomieszczeniach panowała temperatura około –5 stopni. Nie przypominam sobie, abyśmy kiedykolwiek marzli. Najważniejsze było mieć muzykę podczas pracy i dbać o odpoczynek. Praca fizyczna dała się jednak we znaki, ponieważ wywiezienie kilku ton śniegu z pokoju przed wykuciem leja było naprawdę męczące. Ciągła kontrola nad tym, aby linie ornamentów ściennych były proste, bywała frustrująca.Jeden błąd i cały układ kubików mógłby zostać zniszczony.
Nie przygotowaliśmy się w ogóle, ponieważ nie było na to czasu. Obaj wskoczyliśmy w projekt prosto z innych realizacji, które prowadziliśmy w Polsce. Dbanie o rozciąganie kręgosłupa oraz sauna były podstawowymi elementami troski o zdrowie. Wystarczyło.
Cały ubiór zapewnił organizator. Mówiliśmy na siebie „Minionki”, bo wszyscy wyglądaliśmy tak samo. Tak samo – ale bezpiecznie i ciepło. W związku z tym, że budowa hotelu ma status normalnej budowy, byliśmy zobowiązani do noszenia kasków i specjalnego obuwia.
Czy niskie temperatury wpływały na motywację i decyzje projektowe? Zdarzyło się, że z czegoś zrezygnowaliście albo coś uprościliście?
Temperatura nie miała żadnego wpływu na naszą pracę. Po kilku dniach w Arktyce człowiek się przyzwyczaja i zapomina, że jest zimno. Poranne skrobanie szyb w aucie oraz zamarzanie wody potrzebnej do klejenia lodu były jedynymi oznakami mrozu. :-)
Wraz z nadejściem wiosny Icehotel topnieje i znika w pobliskiej rzece. Czy tak szybkie pożegnanie z efektem intensywnej pracy jest dla was trudne? Jakie emocje temu towarzyszą?
Byłem tam pierwszy raz. I pewnie, gdy zobaczę film pokazujący, jak hotel topnieje wiosną, będzie mi przykro, bo pamiętam, ile pracy nas to kosztowało i jak pięknie wyglądał w dniu otwarcia. Ale taki projekt wnętrz o cyklicznym charakterze, który nie wpływa na środowisko ani nadpodaż produktową – to jest coś wspaniałego!
Na koniec: czy jest jakaś anegdota z budowy albo pracy nad projektem, którą szczególnie zapamiętaliście?
Najlepszą anegdotą z początków icehotelowej kariery Tomka są słowa ówczesnego dyrektora kreatywnego, który powiedział do przejętego Tomka: „Nie martw się, przecież to jest tylko woda!”.