Nowy showroom w Warszawie to biało-niebieska opowieść o designie, sztuce i rzemiośle
W historycznej kamienicy przy ul. Puławskiej niedawno otwarto nowy showroom The Sirens Agency. „Nie projektowaliśmy biura. Tworzyliśmy przestrzeń dla opowieści i relacji. Trochę showroom, trochę galerię, trochę scenografię i trochę salon, w którym można usiąść przy jednym stole” – wspomina współzałożyciel i dyrektor kreatywny agencji, Ake Zorn. Projekt powstał we współpracy z architektką Karoliną Bill.
Autor: MG
Zdjęcie główne: Stół Fly Ply i krzesła Empty Chairs projektu Rona Arada dla Driade / Aleph Collection (1994), lampa DÉRIVE (2026) oraz modułowy świecznik Kotecka (2026), fot. Paweł Wyląg | Flamboys Studio
Projekt: Karolina Bill
The Sirens Agency została założona pod koniec 2024 roku. Z kolei kamienica przy Puławskiej 41 powstała niemal sto lat temu jako klinika neurologiczna. Choć budynek zmienił funkcję, jego pierwotne przeznaczenie zostało zachowane. To tutaj agencja otworzyła swój showroom.
„Byłam obsesyjnie zaangażowana w znalezienie idealnego adresu. Przez wiele tygodni szukałam przestrzeni nieszablonowej, miejsca z dobrą energią i magnetyczną historią. Kamienica przy Puławskiej zauroczyła mnie od pierwszego wejrzenia. W tych samych korytarzach mieszkała Helena Stattlerówna – poetka, matematyczka i działaczka niepodległościowa, której ojcem chrzestnym był Juliusz Słowacki. Showroom Sirens to nie tylko ściany. To żywe archiwum spotkań, twórczości i pamięci. W tych samych korytarzach, po tej samej parkietowej szachownicy chodzili ludzie tworzący historię Warszawy” – mówi współzałożycielka agencji Małgorzata Zapaśnik.
Jak przystało na przestrzeń pełną sztuki, również otwarcie miało artystyczny charakter. Goście zostali zaproszeni do uczestnictwa w serii czterech performatywnych rytuałów. Każdy z nich angażował inny zmysł i prowadził przez przestrzeń w odmienny sposób.
Wnętrze showroomu odkrywa się stopniowo. Miękkie kurtyny organizują kolejne plany przestrzeni, zmieniają akustykę i filtrują światło. Zorn porównuje je do wody, bo poruszają się wraz z ruchem powietrza i za każdym razem budują nieco inną atmosferę.
Pośród współczesnych obiektów znajduje się również araukaria, czyli jedno z najstarszych drzew na świecie. Jej obecność wprowadza inną perspektywę czasu. „Fascynuje nas myśl, że w otoczeniu współczesnego designu stoi organizm, którego przodkowie pamiętają zupełnie inny świat” – dodaje.
Umieszczone tu obiekty pochodzą z różnych czasów i kontekstów. Jego szkieletem są stalowe meble zaprojektowane specjalnie dla Sirens przez Tomasza Indyka / OTIO Studio.
Obok nich pojawia się kultowa sofa Mumba niemieckiej marki Bretz z lat 90., kamienny stolik Ponte projektu Magnussena, zestaw Fly Ply & Empty Chairs Rona Arada czy obrotowe fotele Girsberger z lat 70. Są także postmodernistyczny barek DUO Petera Maly’ego dla Interlübke oraz fotel Papageno Jana Armgardta. Kolekcja świadomie unika estetycznej jednorodności.
W łazience uwagę przyciąga instalacja Algues autorstwa Ronana i Erwana Bouroullec dla Vitry. Modułowa struktura inspirowana światem alg może nieustannie zmieniać swój układ i funkcję. To podejście bliskie również twórcom showroomu, którzy od początku traktowali przestrzeń nie jako skończony projekt, lecz organizm zdolny ewoluować wraz z ludźmi, wydarzeniami i historiami.
W siedzibie agencji znalazła się armatura Omnires – marki od lat współpracującej z projektantami i artystami. „Dużą uwagę poświęciliśmy także detalom” – mówi Ake Zorn. Nawet włączniki światła od Vectis znalazły się tu nieprzypadkowo. „Wierzymy, że dobrze zaprojektowana codzienność składa się z małych decyzji. A właśnie z takich detali często buduje się charakter całego miejsca”. Showroom miał być ucieleśnieniem sposobu, w jaki The Sirens Agency pracuje z markami.
Nie mogło zabraknąć sztuki. Jednym z centralnych punktów stała się monumentalna instalacja Weroniki Kuc-Bryńskiej – współczesna interpretacja polskiej wycinanki wykonana ze stali we współpracy z OTIO Studio. Towarzyszą jej prace Justyny Górowskiej, Mikołaja Sobótki, Patrycji Płóciennik, Pawła Olszczyńskiego i Agaty Popik. Nie funkcjonują tutaj jako dekoracja – są śladami spotkań, wspólnych projektów i rozmów.
„Lubimy myśleć o tej przestrzeni jak o współczesnym gabinecie osobliwości. Dawne wunderkamery łączyły dzieła sztuki, rzemiosło, przedmioty codziennego użytku i prywatne pamiątki, tworząc opowieść o swoich właścicielach. To bardzo bliskie również nam” – opowiada Ake Zorn.