Twórcy po godzinach: jak odpoczywa Joanna Nowak – projektantka wnętrz i założycielka NoWażka Design?
Prawdopodobnie kojarzycie ich nazwiska z imponującą architekturą, pięknymi wnętrzami i designerskimi przedmiotami. Tym razem postanowiliśmy zapytać polskich twórców o to, jak spędzają wolny czas, co ich inspiruje oraz w jaki sposób ładują baterie, by móc dalej tworzyć. Dziś rozmawiamy z Joanną Nowak – projektantką wnętrz i założycielką pracowni NoWażka Design.
Joanna Nowak swoje realizacje prowadzi głównie na terenie Trójmiasta, pracując z klientami w Gdyni, Gdańsku i Sopocie. Przede wszystkim projektuje przestrzenie, w których estetyka przenika się z funkcjonalnością. Tutaj możecie przeczytać o jednym z jej projektów.
Co ostatnio Pani oglądała?
Mam ogromną słabość do takich „przerysowanych” wizji, w których atmosfera jest tak gęsta i wyrazista, że aż nierealna. Filmy i seriale wybieram ze względu na estetyczny dreszczyk emocji – nie szukam w nich efektów specjalnych, lecz totalnej, niemal nieosiągalnej w rzeczywistości spójności. Duże wrażenie zrobił na mnie „botaniczny gotyk”, jaki został pokazany w serialu „Wszystkie kwiaty Alice Hart”, ale moją wyobraźnię karmią przede wszystkim filmy-wizje.
To, co łączy tak różne tytuły jak kultowy „The Grand Budapest Hotel”, mroczny i gęsty „Joker” czy oniryczny „La La Land”, to właśnie ta niesamowita, zamknięta aura. Tam kolor, muzyka i światło nie są tylko tłem – one budują emocje silniejsze niż jakakolwiek technologia. Podobnie jak w „Stranger Things”, gdzie głęboka czerwień i syntezatorowa muzyka idealnie podbijają retroklimat, tworząc atmosferę, którą niemal czuć przez ekran. To właśnie to współgranie uczy mnie, jak projektować „doświadczenie”. Taka filmowa magia daje mi dawkę emocji, która pozostaje w głowie…
We wnętrzach szukam tej samej magii – chcę, by każdy detal tworzył spójną, wciągającą historię, która po prostu zachwyca.
Co ostatnio Pani czytała?
Wracam do „Poetyki przestrzeni” Gastona Bachelarda. Bachelard w niesamowity sposób pisze o „zakamarkach”, szafach i skrytkach – o tym, jak te małe przestrzenie budują nasze poczucie bezpieczeństwa. To lektura, która uczy patrzeć na wnętrze przez emocje i intymność, a nie tylko przez metraż czy funkcję.
Bardzo odpowiada mi aura „Mariny” Carlosa Ruiza Zafóna. Ta melancholijna magia, mrok przemieszany z pięknem oraz poszukiwanie „duszy” w opuszczonych domach to dokładnie ta „otoczka”, którą staram się przemycić w moich projektach. Zafón opisuje zapomniane wille starej Barcelony i ich tajemnice w sposób tak plastyczny, że niemal czuję ich fakturę i chłód.
W swojej pracy zawsze szukam właśnie tego „czegoś” – tworzę przestrzenie, które nie są tylko zestawem mebli, ale tłem dla czyjejś historii.
Jak najchętniej spędza Pani wolny czas?
Jestem pełna kontrastów. Na co dzień uwielbiam energię miasta i dynamikę spotkań z ludźmi, ale by zachować równowagę, potrzebuję ucieczek w miejsca z duszą.
Moim sposobem na podróżowanie jest „zwiedzanie przez nocowanie” – szukam magicznych agroturystyk z historią, sielskich zajazdów na totalnym pustkowiu czy charakterystycznych hoteli o wyrazistej, unikatowej tożsamości. Uwielbiam odkrywać ich zakamarki i opowieści, które skrywają. Szukam podróży, które są lekcją estetyki bez pośpiechu.
Ostatnie pięć dni w Wenecji pozwoliło mi dostrzec detale, które zazwyczaj umykają w biegu. Odwiedziłam m.in. Palazzo Fortuny – to tam najlepiej widać, jak światło rzeźbi materię, a unikatowe lampy i szlachetne tkaniny budują senną, spójną atmosferę.
Kiedy jednak potrzebuję całkowitego wyciszenia, wybieram plażę. Mam to szczęście, że morski krajobraz mam pod ręką. Uwielbiam ten moment, który właśnie się zaczyna – oblicze morza w oczekiwaniu na wiosnę, gdy cierpki chłód spotyka się z jasnością. Mam przekonanie, że to właśnie w tym czasie rodzą się najlepsze pomysły – po prostu zaczynają układać się w całość.