45 metrów w Warszawie: nietypowe rozwiązania i odważne kolory
Mieszkanie, do którego dziś zaglądamy, znajduje się w budynku przy warszawskiej Tamce, a konkretniej w jednym z pierwszych powojennych budynków zaprojektowanych od nowa przez architektów Alfreda Przybylskiego i Leszka Klajnerta. W momencie powstania, czyli w 1958 roku, był najwyższym budynkiem stolicy po Pałacu Kultury i Nauki.
To właśnie tutaj Anna Budzowska i Natalia Kuczyńska z pracowni Buduar zajęły się projektem 45-metrowego mieszkania położonego na jednym z ostatnich pięter. Rozciąga się stąd widok na starą warszawską zabudowę i współczesne wieżowce.
Niewielki metraż oznaczał dużą dyscyplinę projektową. W mieszkaniu miało znaleźć się wszystko, co potrzebne do codziennego życia: salon, wydzielona sypialnia, niewielka kuchnia i komfortowa łazienka, która od początku była jednym z priorytetów. Założenia, choć jasne, już same w sobie stanowiły wyzwanie, a kolejne problemy piętrzyły się od samego rozpoczęcia prac.
„Ściany po pomiarach wydawały się ścianami działowymi, na projekcie były też ścianami działowymi bez jakichkolwiek elementów konstrukcyjnych, ale w trakcie odkrywek okazało się, że w każdej z nich ukryte są wysokie podciągi spinające słupy. Parę kolejnych takich ciekawostek objawiło się podczas remontu – wyjaśniają autorki projektu. – Powiedzieć, że był to remont generalny, to za mało. To był remont totalny”.
Choć mieszkanie przez lata było ogrzewane i zadbane, materiały zastosowane w latach 50. nie wytrzymały próby czasu. Niektóre elementy rozpadały się w rękach. Architektki podkreślają, że zawsze starają się zachowywać istniejące materiały i walczą o oryginalne rozwiązania, szczególnie o drewniane parkiety. Tutaj okazało się to niemożliwe.
Podobnie sprawa wyglądała z fornirowaną ścianą w salonie, która obecna była w mieszkaniu niemal od początku jego istnienia. Początkowo wyglądała obiecująco, ale ostatecznie okazało się, że nie nadaje się do renowacji. Zdecydowano się na nową okładzinę, która imituje poprzednią.
Jednym z najważniejszych założeń projektowych było uzyskanie maksymalnie jasnej przestrzeni. Do dyspozycji były tylko dwa okna, ale na szczęście duże. Jedno znajduje się w salonie, drugie w sypialni. Nietypowy układ kominów wymusił jednak ulokowanie kuchni pomiędzy łazienką i strefą nocną – a więc bez dostępu do światła dziennego. Odpowiedzią stało się przeszklenie między pomieszczeniami.
Architektki podkreślają, że zawsze zwracają uwagę na rytm życia mieszkańców i nie proponują takich układów osobom pracującym zmianowo lub potrzebującym odsypiać w ciągu dnia. Tutaj jednak od początku było wiadomo, jak żyją inwestorzy i czego oczekują od przestrzeni.
Kolor pojawił się na ścianach kuchni i na suficie. Nie obyło się jednak bez obaw ze strony inwestorów. Autorki projektu przekonały ich próbkami. „Inwestorzy oglądali, zastanawiali się i w końcu zaufali, nie będąc do końca pewnymi na 100%. Poziom zadowolenia z efektu końcowego upewnił nas w tym, że nie możemy odpuszczać”. Dopełnieniem są tapety. Ocieplają sypialnię ukrytą za szklaną ścianą i dodają łazience charakteru.
Nie zabrakło także sztuki. Wybrano prace Jerzego Zajączkowskiego i Agnieszki Apoznańskiej.