Od przypałacowej gorzelni do nastrojowych 3 pokojów
Historia gorzelni nie jest tu oczywista na pierwszy rzut oka. Dziś to niespełna pięćdziesięciometrowe mieszkanie w powojennym bloku, którego fundamenty pamiętają XIX-wieczne zaplecze przypałacowego majątku - przemysłową gorzelnię ukrytą dziś wśród parku, pałacu, stawu i dawnych zabudowań.
Pierwotnie budynek należał do gospodarczo-folwarczego zaplecza rezydencji; dopiero po wojnie, w odpowiedzi na kryzys mieszkaniowy, przekształcono go w wielorodzinny blok. W tym jednym obiekcie spotkały się więc dwa porządki: industrialna architektura zaprojektowana dla produkcji oraz pragmatyczna logika powojennej odbudowy, nastawionej na maksymalne wykorzystanie kubatury. O dawnej funkcji przypominają masywne mury parteru, piwniczne sklepienia i nieoczywista struktura bryły, która wciąż zdradza warstwy przemian.
Ten kontekst dodatkowo wzmacnia położenie budynku: w środku przypałacowego parku, w sąsiedztwie pałacu, stawu i historycznych zabudowań. To miejsce wymyka się prostym kategoriom - jest równocześnie surowe i romantyczne, przypadkowe i bardzo charakterystyczne, jakby tkwiło jednocześnie w porządku przemysłowym i rezydencjonalnym.
Projektowane mieszkanie ma niespełna 50 m², ale głównym tematem nie stał się tu metraż, tylko zachowanie ducha miejsca. Właściciele - bardzo świadomi historii wnętrza - razem z architektem założyli, że priorytetem będzie ocalenie jak największej liczby oryginalnych elementów przy równoczesnym dostosowaniu przestrzeni do współczesnego stylu życia.
Największym funkcjonalnym wyzwaniem było wydzielenie trzeciego pokoju, dziś pełniącego rolę gabinetu do pracy zdalnej. Aby to osiągnąć, pierwotny układ mieszkania został całkowicie przeprojektowany: kuchnię przeniesiono do strefy dziennej, co pozwoliło w miejscu dawnej, ciasnej kuchni zaplanować pełnowymiarową sypialnię z zabudową szaf. Niewielka łazienka, mimo ograniczeń, mieści wszystkie niezbędne funkcje - również piec oraz prysznic - natomiast pralkę i suszarkę przeniesiono poza nią, by zachować spokojniejszy, bardziej spójny wizualnie charakter tego pomieszczenia.
Estetyka wnętrza konsekwentnie nawiązuje do retro z wyraźnym odwołaniem do powojennego charakteru budynku. Wiele mebli pochodzi z internetowych aukcji oraz prywatnych kolekcji właścicieli: komody, stół w jadalni czy stolik kawowy zachowują ślady czasu, które nie zostały zatuszowane, lecz przyjęte jako integralny element kompozycji. We wnętrzu pozostawiono także oryginalną sosnową podłogę oraz zabytkową szafę z charakterystycznym fornirem, wzmacniając wrażenie ciągłości między dawną warstwą mieszkania a współczesną aranżacją.
Nowe elementy potraktowano oszczędnie - projektowane są jako proste, prawie neutralne formy, które nie konkurują z historyczną tkanką. Minimalistyczna kuchnia z ograniczoną liczbą górnych szafek oraz subtelne zabudowy stolarskie tworzą tło dla bardziej wyrazistych elementów „z odzysku”. Klimat retro dopowiadają drobnoformatowe płytki w kuchni i łazience oraz dodatki znalezione na aukcjach, jak lustro w łazience, które działa jak mały, błyszczący akcent w uporządkowanej kompozycji.
Kolor w tym projekcie ma wyraźnie osobisty wymiar. Właścicielce zależało, by wnętrze nie stało się nostalgiczną rekonstrukcją, lecz żywą, prywatną przestrzenią. Stąd pojawiają się odważniejsze akcenty: zieleń zabudowy kuchennej, pudrowy róż w korytarzu i przy sofie, a także głęboki granat w sypialni. Te tony nie dominują całości, ale nadają jej miękkości i współczesnego charakteru, dobrze współgrając z powojenną architekturą budynku i ocalałymi elementami dawnego wyposażenia.
Zestawienie barw pracuje tu na kilku poziomach: zieleń kuchni dialoguje z parkowym otoczeniem, róż ociepla przejścia i strefę dzienną, a granat w sypialni porządkuje przestrzeń odpoczynku, z wyraźnym, ale nienachalnym gestem. Dzięki temu retro nie zamienia się w scenografię, lecz staje się językiem, którym opowiada się o aktualnym życiu mieszkańców.
Atmosferę mieszkania budują nie tylko ściany i meble. Ważną rolę odgrywają przedmioty codzienności - porcelana odziedziczona po babci właściciela, drobiazgi z historią, zestawy, które powstawały latami. Obecność dwóch kotów i psa dodatkowo rozbija wszelką muzealną niedotykalność, wprowadzając ruch, przypadek i ślady codziennego życia.