Po godzinach: jak odpoczywa Justyna Ciurzyńska - projektantka i założycielka studia Taka pracownia?
Prawdopodobnie kojarzycie ich nazwiska z imponującą architekturą, pięknymi wnętrzami i designerskimi przedmiotami. Tym razem pytamy polskich twórców o to, jak spędzają wolny czas, co ich inspiruje oraz w jaki sposób ładują baterie, by móc dalej tworzyć. Dziś na tapet bierzemy Justynę Ciurzyńską – projektantkę wnętrz i założycielkę studia Taka pracownia.
Justyna to projektantka wnętrz i założycielka autorskiej pracowni, absolwentka School of Form w Poznaniu oraz historii sztuki na Uniwersytecie Warszawskim, studiowała także na Wydziale Architektury Wnętrz warszawskiej ASP. Nie trudno dostrzec, że szczególnie bliski jest jej przedwojenny modernizm, a także klimat starych kamienic. Chętnie sięga po elementy vintage i eklektyczne zestawienia.
Wybrane realizacje studia, o których pisaliśmy w LABEL Magazine, możecie zobaczyć tutaj:
Co ostatnio Pani czytała?
Wróciliśmy akurat z Włoch przed Świętami, a ja uwielbiam gotować i zawsze z podróży staram się przywieźć książkę kucharską. Ponieważ byliśmy w Wenecji, przywiozłam „Cucina del Veneto: Delicious Recipes from Northeastern Italy and the Region's Capital Venice”, którą aktualnie wertuję i planuję, które przepisy wypróbuję.
Poza tym uwielbiam czytać powieści: ostatnio wciągnęło mnie, ale i zaszokowało „Odrzucenie” – książka opowiadająca o pladze samotności w czasach social mediów, bardzo bolesna, ale i trafna diagnoza.
Zafascynował mnie też „Ogród rozpaczy ziemskich” – to wciągająca powieść, której tytuł wziął się od podziwianego przez główną bohaterkę tryptyku „Ogród rozkoszy ziemskich" Hieronima Boscha, który znajduje się w madryckim muzeum Prado. Akcja dzieje się właśnie w Madrycie, podczas upalnego lata, a nie ukrywam, że książka jest i wciągająca, i zaskakująca, a także okraszona dużą dawką czarnego humoru, co uwielbiam.
Co ostatnio Pani oglądała?
Będę monotematyczna, ale mój ukochany program to serial „Chef’s Table” na Netflixie, opowiadający o wyjątkowych kucharzach na całym świecie. Jest pięknie nakręcony, wypełniony inspirującymi historiami. Pojawia się tam także muzyka w aranżacji Maxa Richtera i to coś, co łączy ten serial z drugim moim ulubieńcem, czyli serialem „Genialna przyjaciółka”, bazującym na powieściach Eleny Ferrante. To również trop włoski, ale powiem szczerze, że niewiele jest, moim zdaniem, tak pięknie nakręconych, wysmakowanych pod kątem estetyki i wciągających filmowych opowieści. Neapol, Piza i Florencja w tle – czy muszę mówić więcej?
Jak najchętniej spędza Pani wolny czas?
Im jestem starsza, tym bardziej widzę, że lubię robić „nic”: np. patrzeć na ludzi wokół, pijąc kawę, a czas wypełniony „niczym” jest bardzo cenny. We Włoszech uwielbiam to, że nawet w dużych miastach życie nie toczy się aż tak szybko, a pogoda sprzyja bezmyślnej obserwacji otoczenia. W tym celu uwielbiam także chodzić na warszawskie bazarki, ponieważ po pierwsze nie ma dla mnie większej uczty niż wypełnione barwami stragany, a po drugie lubię obserwować życie miasta.
Uwielbiam także klasyczne malarstwo: nie ukrywam, że mimo dyplomu z historii sztuki nigdy nie byłam fanką sztuki nowoczesnej. Moim konikiem zawsze było malarstwo, i to najlepiej renesansowe lub XIX-wieczne, ewentualnie początek XX wieku. Ostatnio zachwyciła mnie oczywiście bogata Pinakoteka Brera w Mediolanie: skala tego obiektu, architektura, a znajdujące się tam dzieła to prawdziwa uczta wizualna. W obrazach sporą wagę przywiązuję do kolorów, zawsze wolałam artystów malujących bardziej plamą niż kreską. Kolorystyczne obserwacje często przenoszę także na moje projekty: muszę przyznać, że sposób, w jaki łączone są czasem dzieła np. z kolorami ścian wokół czy marmurowymi posadzkami w muzeach, bywa bardzo inspirujący. W Polsce uwielbiam oczywiście nasze wspaniałe Muzeum Narodowe w Warszawie czy też w Krakowie – choć byłam tam już wiele razy, lubię wracać do ulubionych dzieł i po prostu się na nie patrzeć.
Ostatnio wróciłam do lektury „O sztuce” Ernesta Gombricha – książki, którą czytałam na studiach i którą również uwielbiam za niesztampowe podejście do narracji na temat znanych dzieł sztuki i tego, co tak naprawdę na obrazach widać.
W wolnym czasie lubię także wpaść do mojej ulubionej księgarni na Żoliborzu, czyli Najlepszej Księgarni, i kupić kolejną książkę, która będzie oczekiwała w kolejce na swój dzień. Lubię to miejsce, bo jest tam świetna selekcja tytułów, pomocna obsługa, która zawsze doradzi, no i pięknie pachnie świeżo wydrukowanym papierem.