Rozmowa sztuki i natury - wywiad z architektką Anną Wojczyńską
Para kolekcjonerów marzyła o willi, która będzie żyć przyrodą Pomorza i sztuką jednocześnie. Anna Wojczyńska z pracowni Vis a Vis Interiors spełniła ich marzenie z nawiązką. Dzisiaj opowiada nam i projektowaniu, rzemiośle i ponadczasowości wnętrz.
Autor: IM
Zdjęcia: Kasia Gatkowska
Na czym Wam zależało w tej architekturze?
Zależało nam przede wszystkim na wydobyciu skali domu, ale bez utraty poczucia intymności. Główna część rezydencji ma bardzo dużą wysokość, dlatego jednym z kluczowych zadań było podkreślenie jej rozmachu, a jednocześnie wprowadzenie ludzkiej skali.
Ważne były dla nas światło, osie widokowe i relacje między pomieszczeniami. Chcieliśmy, aby wnętrze nie było tylko sekwencją zamkniętych pokoi, lecz przestrzenią, w której pojawiają się prześwity, napięcia i subtelne połączenia optyczne.
W niektórych miejscach tradycyjne ściany zastąpiliśmy szklanymi przegrodami z tkaniną wewnątrz. Dzięki temu uzyskaliśmy efekt wydzielenia, ale bez pełnego zamknięcia przestrzeni. Pojawiła się gra światła, półprzezroczystości i stopniowego odkrywania kolejnych elementów wnętrza.
Istotnym motywem był również podświetlany kamień zastosowany w grubości ścian. Wieczorem tworzy on pionowe, świetliste płaszczyzny, które dodatkowo podkreślają wysokość wnętrza i nadają mu majestatyczny charakter.
Co jest trudnego w zaprojektowaniu tak dużego wnętrza domu?
Przede wszystkim skala. Tak duży dom to ogromne wyzwanie logistyczne, projektowe i koncepcyjne. Trzeba wyspecyfikować tysiące elementów, rozrysować detale, sprawdzić ich wzajemne relacje i dopilnować, aby wszystkie decyzje tworzyły spójną całość.
Drugim wyzwaniem jest uniknięcie monotonii. W tak rozbudowanej rezydencji poszczególne strefy muszą być częścią jednej opowieści, ale nie mogą być identyczne. Inaczej projektuje się przestrzeń dla właścicieli, inaczej dla dzieci, inaczej strefę gościnną czy wellness.
Jak planujecie estetykę takiego domu?
Zaczynamy od zrozumienia miejsca, architektury domu i stylu życia właścicieli. Ważne jest nie tylko to, co klient uważa za ładne, ale również to, jak naprawdę funkcjonuje na co dzień.
Nasz brief obejmuje bardzo szczegółowe kwestie. Pytamy na przykład o przyzwyczajenia, potrzeby, preferencje dotyczące światła, materiałów, kolorów, symetrii, wygody, sposobu przechowywania czy nawet codziennych rytuałów. Interesuje nas, czy ktoś potrzebuje bardzo funkcjonalnych rozwiązań, czy bardziej dekoracyjnych, jaki materac preferuje, jakiej wielkości umywalka będzie dla niego wygodna, jakie materiały są przyjemne w dotyku, a jakich należy unikać.
Dopiero z takiej analizy funkcjonalnej i estetycznej zaczyna powstawać obraz wnętrza. Najpierw pojawiają się zalążki stylu, pojedyncze materiały, próbki, przedmioty, kolory i faktury. Później budujemy z nich moodboardy, zestawienia i narrację, która stopniowo rozrasta się na cały dom.
Co było trudnego w tym projekcie wnętrza domu do wykonania i dlaczego?
W tym projekcie pojawiło się wiele technicznie nieoczywistych rozwiązań. Jednym z najtrudniejszych była zabudowa strefy SPA, w której wykorzystaliśmy wyjątkowe tafle szkła sprowadzane z Hongkongu. Było to szkło trójwarstwowe, częściowo ryflowane, częściowo piaskowane, z warstwą lustrzanych pasów i dodatkowym podświetleniem.
Efekt jest bardzo przestrzenny. W centrum części SPA powstał rodzaj świetlnego bloku otaczającego saunę i strefę schładzających prysznicy. Technicznie było to bardzo wymagające, ponieważ tego typu szkła nie można przycinać po zahartowaniu. Tolerancja między zamówieniem a montażem wynosiła właściwie milimetry. Każdy błąd oznaczałby konieczność ponownego transportu ogromnych elementów.
Wyzwanie stanowiły również duże płaszczyzny podświetlanego kamienia naturalnego. Takie rozwiązania muszą wyglądać lekko i bezszwowo, ale jednocześnie muszą być możliwe do serwisowania. Trzeba więc ukryć technikę, nie tracąc dostępu do instalacji.
Dużo pracy wymagały też meble wykonywane na zamówienie. W jadalni powstał duży kredens z podświetlanymi pasami kamienia i drzwiczkami z metalową siatką częściowo maskującą zawartość. Po zapaleniu światła wnętrze mebla zaczyna działać, jak teatr cieni, odsłaniając zarysy szkła i naczyń. Po zgaszeniu światła wraca do formy eleganckiej, połyskującej płaszczyzny.
Innym przykładem była garderoba gościnna z frontami wykonanymi z plecionej skóry oraz elementów stalowych. Najtrudniejsze okazało się dobranie skóry z różnych źródeł tak, aby kolor, odcień i rodzaj wykończenia były spójne. To są detale, których ostatecznie nie widać jako problemu, ale właśnie dzięki temu wnętrze wygląda naturalnie i perfekcyjnie.
Co Ci sprawiło największą przyjemność w tym projekcie?
Największą przyjemność sprawiła mi możliwość pracy z klientem, z którym mamy już długą relację i wysoki poziom wzajemnego zaufania. Dzięki temu mogliśmy pozwolić sobie na rozwiązania, które w pierwszym wspólnym projekcie byłyby trudniejsze do przeprowadzenia.
Dużo satysfakcji dała mi praca z elementami tworzonymi specjalnie do tego wnętrza. Pojawiły się interwencje artystyczne, prace zamawiane u artystów, płaskorzeźby, obrazy wycinane z papieru, rzemiosło – prace i obiekty których nie można po prostu kupić z katalogu.
To był projekt bardzo bespoke. Wiele elementów trzeba było najpierw wymyślić, potem zaprojektować, znaleźć odpowiednich wykonawców i dopiero przeprowadzić przez proces realizacji. Takie rzeczy budują nastrój wnętrza w sposób, którego nie da się osiągnąć gotowymi produktami. Wprowadzają nieoczywistość, indywidualność i emocję.
Skąd taka wyrafinowana selekcja obiektów, mebli i wykończeń?
To wynika z wieloletniego zainteresowania sztuką, rzemiosłem i designem kolekcjonerskim. Od lat obserwuję artystów, galerie, targi i pracownie, które tworzą rzeczy na pograniczu funkcji, rzeźby i eksperymentu materiałowego.
W tym projekcie pojawiła się przestrzeń, aby taką wiedzę wykorzystać. Tego typu obiekty są wymagające. Potrzebują odpowiedniego wnętrza, odpowiedniej skali i klienta, który jest gotowy wejść w dialog z czymś mniej oczywistym niż klasyczny, luksusowy mebel.
Często zachwyt nie pojawia się od razu. Czasem trzeba pokazać kontekst, opowiedzieć o artyście, o technice, o tym, gdzie dana praca mieści się w szerszym świecie kultury i designu. W pewnym sensie jest to również proces poszerzania wrażliwości. Nie chodzi tylko o dekorowanie wnętrza, ale o wprowadzanie do niego przedmiotów, które mają znaczenie, pochodzenie i własną historię.
W tej rezydencji luksus nie polega wyłącznie na wartości materiałów. Wynika z indywidualności, z precyzji dopasowania, z kontaktu z naturą, ze światła, z komfortu codziennych rytuałów i z obecności rzeczy, które zostały stworzone specjalnie dla tego miejsca.
Jaki jest Twój styl projektowania?
Najbliższe jest mi myślenie, że stylem projektowania jest brak jednego, powtarzalnego stylu. Każdy projekt wynika z innego kontekstu: innego klienta, innej architektury, innej lokalizacji, innych potrzeb i innego momentu życia inwestorów. Czasem jest to pierwszy dom, czasem kolejny, czasem rezydencja całoroczna, a czasem dom wakacyjny. Za każdym razem brief jest inny, dlatego nie interesuje mnie powielanie rozpoznawalnej formuły.
Nie projektuję wnętrz po to, aby za każdym razem udowadniać tę samą estetyczną tezę. Interesuje mnie raczej odkrywanie nowego podejścia do domu i budowanie estetyki, która jest właściwa dla konkretnego miejsca oraz konkretnego klienta.
Oczywiście są elementy, które łączą nasze realizacje. To pewien rodzaj luksusu, elegancji i prestiżu, ale nie rozumianych jako efektowność czy dekoracyjny nadmiar. Zdarzyło mi się usłyszeć, że projektuję wnętrza glamour, ale to zupełnie nie jest ten kierunek. Nie interesuje mnie błysk dla samego błysku.
Zależy mi na wnętrzach, które mają wiele warstw, są ponadczasowe i nie ujawniają wszystkiego od razu. Często najważniejsze są w nich niuanse: materiał, proporcja, detal, sposób prowadzenia światła, zestawienie faktur. Takie rozwiązania nie są krzykliwe, ale właśnie dlatego mają szansę dobrze się starzeć.
Nie podążamy za sezonową modą. Nie projektujemy wnętrz w jednym kolorze tylko dlatego, że w danym roku jest modny. Staramy się iść własną ścieżką, ale jednocześnie bardzo uważnie słuchać klienta. Po latach zdarza się, że inwestorzy mówią, że wnętrze się nie zestarzało, że nadal dobrze im się w nim żyje, a po kilkunastu czy dwudziestu latach wymaga jedynie odświeżenia. To dla mnie bardzo ważne.
W pracy projektowej ogromne znaczenie ma też wiedza. Przez lata zbudowałam bardzo szeroki zasób materiałów, produktów, technologii, rzemiosła, mebli, oświetlenia i kontaktów z artystami oraz wykonawcami. Dzięki temu nie musimy poruszać się w jednym stylu. Możemy z tego zasobu wybrać dokładnie te środki, które pasują do konkretnego wnętrza.
Jednocześnie nie wierzę w projektowanie polegające na narzucaniu klientowi sposobu życia. Architekt nie powinien wciskać inwestora w estetykę, która po pewnym czasie zacznie go uwierać. Naszą rolą jest proponować rzeczy nowe, czasem mniej oczywiste, poszerzać perspektywę, ale nie przekraczać granicy, za którą klient zgadza się na coś wbrew sobie.
Na końcu nie chodzi o zdjęcie do publikacji. Chodzi o dom, w którym ludzie naprawdę dobrze żyją.
Zobacz też: